Praca na lotnisku rozpoczęła się od 6 rano. Wybrzeże Algarve
, to prawdziwa mekka turystyczna, skoro od rana do późnej nocy samoloty
przylatują i odlatują na okrągło. A może nadrabiali odwołane przez weekendowe strajki loty. W
każdym razie sąsiedztwo aeroportu okazało się dość spektakularne. Aha, jeszcze
drobiazg, Szymonowi startujące i lądujące odrzutowce nie przeszkadzały, bo spał
jeszcze dwie godziny. W pobliskim Olhao odwiedziliśmy stare, bo z początku XX
wieku 2 hale targowe, gdzie codziennie odbywa się sprzedaż, w jednej, świeżych ryb i owoców morza, a w drugiej
owoców i warzyw, od 7-14. Targ rybny, to autentyczna gratka, bo od rozmaitości
wód oceanicznych można było dostać oczopląsu. Gosia zagustowała w suszonym
tuńczyku. Nastawiała się na konsumpcję na miejscu, tak jak na podobnym targu w
Porto, ale niestety nie serwowano tu niczego do zjedzenia ad hoc. Krótki spacer
uliczkami historycznej dzielnicy utwierdził nas, że w tych klimatach jednak
biel króluje, no i musi być wąsko, żeby było trochę cienia. Rozczarowuje spora
ilość zaniedbanych kamieniczek lub wręcz opuszczonych. Porzucone i zrujnowane
domostwa to jakaś plaga. Wiele takich opustoszałych miejsc spotykaliśmy po
drodze. Czy to z powodu masowej emigracji Portugalczyków w czasach dyktatury
Salazara pozostały te porzucone domy, nie wiemy. Z rozmów wynika, że obywatele
Portugalii są tak samo rozsiani po całym świecie jak Polacy. Kolejny nasz cel,
to Tavira i plaża Barril, położona na wyspie. Na szczęście dojazd do niej można
sobie ułatwić fundując przejażdżkę kolejką. Bardziej odporni na upał oczywiście
wybierali opcję by walk. Miejsce naprawdę klimatyczne, zagospodarowane
turystycznie, gastronomicznie, ale bez przesady, przednia zabawa w wodzie, bo
fale były takie do pośmigania na nich na szczupaka lub na desce. No i
najciekawsza atrakcja, to cmentarzysko starych kotwic, z których najmniejsza to
300 kg wagi a największa ok. tony. Do
transportu każdej z nich było zaangażowanych od 8- 20 osiłków. Wokół Taviry, w
rozlewiskach rzeki Formosa zarabia się nie tylko na turystyce ale również na
produkcji soli. Solniska tworzą ciekawy krajobraz i dostęp do nich nie jest
niczym limitowany. Można podejść bezpośrednio do górki soli i sprawdzić, czy to
nie jest np. cukier. W drodze do Evory trafiamy na malowniczy zamek z murami
obronnymi w Mertoli. 50 km przed Evorą, już wieczorową porą, robimy STOP! Noc
zapowiada się rekordowo gorąco. Przedziwnie jest tutaj, bo apogeum temperatur
jest po 16 do 19, a później wcale nie jest lepiej.
 |
| Lotnisko w Faro działa od wschodu słońca |
 |
| wszystko jak na dłoni |
 |
| lądowania, starty - na okrągło |
 |
| Olhao, świetnie, bardzo realistycznie wykonana sieć |
 |
| Na targu rybnym w Olhao |
 |
| mięso tuńczyka |
 |
| i morskie i słodkowodne - bogactwo sprzedawanych ryb i owoców morza, oszałamiające |
 |
| krewetka gigant i cena gigant |
 |
| jest też market owocowo-warzywny |
 |
| uliczkami Olhao |
 |
| nie wszystko jest idealne |
 |
| z tym srebrnym chłopcem wiąże się jakaś lokalna legenda; z tyłu chłopiec z krwi i kości i cytrynową wodą dla strudzonych turystów |
 |
| kolejna legendarna postać.... |
 |
| jak z brzydkiego robi się ładne |
 |
| szacunek dla street artowców |
 |
| pociąg dla mających pociąg do plaży Barril |
 |
| plażowa infrastruktura, czyli gastronomia, sklepiki, noclegi, przebieralnie |
 |
| plaża słynie z bogatej reprezentacji kotwic |
 |
| i oczywiście pokłady soli, bo jak nie wykorzystać okolicznego zasolenia wód Formosy |
 |
| Mertola i jej zamek |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz