piątek, 7 listopada 2025

7 listopada, piątek - San Martin Tilcajete - warsztaty alebrijes, San Bartolo de Coyotepec, Monte Alban, powrót do Oxaca

Z hotelu w Oaxaca jedziemy do San Martin Tilcajete. Tam właśnie przestrzeń opanowały warsztaty wytwarzające figurki alebrijes. Trafiamy do jednego z nich, żeby przyjrzeć się procesowi produkcji.                                                                                                              Najpierw jest rzeźbienie w drzewie copal figur, na podstawie wcześniej zaprojektowanych rysunków. Później artyści je malują. Trwa to nawet do kilku miesięcy. Tam też zaliczamy warsztaty malowania. Przewodnik sugeruje nam nasze opiekuńcze zwierzęta na podstawie daty urodzin. Moim jest kameleon, Szymona – żółw. Nie było jednak w proponowanym zestawie takich okazów, więc wybór padł na rybki. Dostajemy cieniutkie pędzelki i wszyscy zabieramy się do malowania. Panie podchodzą i pomagają niektórym. Wymieniamy się farbami i pracujemy wytrwale w pełnym skupieniu przez godzinę. Niesamowite jakie to odstresowujące. Na koniec każdy prezentuje swoją pracę i oczywiście robi zdjęcia.                    Potem ruszyliśmy do miasteczka San Bartolo de Coyotepec, gdzie miejscowi parają się rzemiosłem związanym z czarną gliną. Robią z niej prawdziwe cudeńka. Zwiedzamy market, gdzie jest 109 stoisk z różnymi lokalnymi wyrobami z owej gliny. Postawiłam na czarne jak smoła koralikowe bransoletki za naprawdę, drobne pesos.                                                            Po doświadczeniu teraźniejszości pora na historię. Udajemy się na wzgórze położone nad Oaxaca, gdzie jest stanowisko archeologiczne z resztkami budowli po stolicy Zapoteków, tj. Monte Alban.                                                                                                                      Kolejne budowle schodkowe, boisko do peloty i przepiękne widoki na miasto u podnóża. Miejsce magiczne.                                                                                                                      Po powrocie do Oaxaca zaliczamy 2 mercada. Mijamy stragan z tutejszym przysmakiem – chapulines czyli konikami polnymi. Kupujemy kolejne alebrijes i decydujemy się na konsumpcję tlayudy – chrupkiej tortilli z całą masą składników, od sosu fasolowego, przez stopiony ser, awocado, sałatę, pomidory i kawały wieprzowiny. Wyglądało to jak pizza, a co najważniejsze okazało się całkiem OK.





























 

 

czwartek, 6 listopada 2025

6 listopada, czwartek - Hierra de Aqua, w fabryce mezcalu, cyprysik maksykański w Tule

Jedziemy do wodospadu Hierra de Agua – tzw. martwego wodospadu. Najpierw zaliczyliśmy spacer z przewodnikiem po skałkach, delektując się pięknymi widokami formacji skalnych przypominających tureckie Pammukale. Ale w utworzonych tarasowych jeziorkach można nie tylko moczyć nogi ale również wykąpać się. Skały mienią się różnymi kolorami od rozpuszczonych przez wodę minerałów. Cudowne miejsce. Tam również trafiamy na rosnące w naturze drzewo, z którego robi się alebrijes. To dla nas prawdziwa ciekawostka, bo na punkcie tych wyrobów zupełnie nam odbiło. Po orzeźwiającej kąpieli w trzech oczkach wodnych wyruszamy do fabryki mezcalu. Tuż po wyjeździe z Hierra de Agua mijamy po drodze całą masę gospodarstw, trudniących się produkcją tego bimbru z różnych gatunków agawy. To jest okoliczny biznes i trudnią się tym wszyscy. Zainteresowanie turystów robi swoje. W naszej fabryce przewodnik opowiada o „alchemicznym” procesie powstawania trunku, czyli najpierw uprawa agawy, która dopiero po 20 latach nadaje się do dalszej obróbki, parzenie „serc” agawy, czyli tego co pozostaje po obcięciu liści. W wykopanym dole układa się warstwami: gorące kamienie-agawa-ziemia i maty. Następnie miażdży się włókna a powstały macerat przechowuje się w kadziach. Podczas tego procesu fermentacji czuć wyraźną nieprzyjemną woń. Po kilkunastu dniach następuje destylacja  a po niej już finalna, druga. Po tym oprowadzaniu przechodzimy do sklepu gdzie następuje długo oczekiwana degustacja, która nas rozgrzała, rozweseliła i zachęciła do zakupów. Nas najbardziej zachwycił syrop z agawy konsystencji lejącego miodu. Rzeczywiście był wyborny, bo cała reszta to po prostu zwykły bimber w różnych kombinacjach smakowych owocowych , orzechowych, itp.                                                                                                                  Opuszczamy zakład i jedziemy do Oxaca, po drodze zatrzymując się w Tule, żeby obejrzeć najstarsze drzewo świata – cyprysik meksykański. Wiek 2000 lat, obwód 4,3m. – fenomenalny okaz. Przy nim nasz dąb Bartek, to leptosomatyk.




















 

środa, 5 listopada 2025

5 listopada, środa - Kanion Sumidero

Wyruszamy w podróż do Kanionu Sumidero na rzece Grijalva, wpadającej później do Zatoki Meksykańskiej. Nadal jesteśmy w regionie Chiapas. W kanionie wsiadamy do łodzi aby odbyć około dwugodzinny rejs. Po drodze niezwykłe krajobrazy z pionowymi ścianami kanionu, porośniętymi roślinnością, agawami i pionowymi pałkami kaktusów. Jest punkt, który sięga 1 km powyżej lustra wody plus 80 m poniżej wody. Mnóstwo ptactwa wodnego, czaple szare, białe, pelikany, kormorany. Hitem były wylegujące się na płyciźnie krokodyle. Chyba widzieliśmy prawie całą występującą tu populację, ok. 60 sztuk. Również trafiły się trzy małpki. Wstrząsający dla nas był widok plastikowych śmieci pływających po powierzchni.  Mimo, że codziennie czyściciele wyławiają te odpady to efekty są mizerne. Wszystko to spływa do rzeki z okolicznych miast. Kanion jest tak spektakularną atrakcją turystyczną, że widnieje w herbie stanu Chiapas. Po rejsie krótki posiłek – rybka i koktajl z krewetek, czyli słynny, ale przynajmniej tutaj wcale nienajlepszy - coctel de camarones.                                                                                      Najedzeni jedziemy 5 godzin  na nocleg do Tehuantapec. W lokalnej restauracji poczęstowano nas 2 rodzajami miejscowego mezcalu – canabris i espatin. Zacne!