Po śniadaniu ruszyliśmy z pięknie położonego miejsca
parkingowego w dół do miasta Setubal. Już wcześniej, mijając różne miejscowości
zauważyliśmy ciekawie skomponowane ronda przy wjazdach. Z pewnością
uwzględniają najważniejsze atuty regionu. W Setubalu zaintrygowało nas bawiące
się kolejką dziecko. Na pewno jest w tym jakieś sensowne skojarzenie ale nie
jesteśmy doinformowani. Upał na zewnątrz był męczący, wzięliśmy na cel
Przylądek Troia, vis a vis Setubalu. Nawigacja w googlu nie chciała zadziałać,
włączyliśmy więc samochodową. Ta poprowadziła nas autostradą, chociaż z
założenia omijaliśmy je. Już raz była taka sytuacja ale przed bramkami był
zjazd na zwykłą drogę, więc sądziłem, że prawa bramka bez szlabanu właśnie tak
nas poprowadzi. Kiedy przejechaliśmy ze zgrozą stwierdziłem, że to była bramka
dla pojazdów z czytnikiem. Nie pobrałem biletu i co zrobię przy wyjeździe? Za
kilkanaście kilometrów staliśmy przed szlabanem a przez głośnik pan z obsługi
mówi: nie ma problemu, proszę wpłacić 39€ i szlaban się otworzy. Ale dlaczego tyle, my tylko pomyliliśmy bramkę? Taki jest
koszt tej pomyłki. I w ten sposób opłaciliśmy wszystkie dotychczas ominięte
odcinki autostrad w Portugalii. W nawigacji samochodowej nie wyłączyłem dróg płatnych i
dlatego nas tak poprowadziła. Dojechaliśmy do samego koniuszka półwyspu Troia ale miejsce
okazało się typowym turystycznym resortem. Odbijając w szutrową drogę z
kierunkiem na rzymskie ruiny dotarliśmy
do rozlewiska rzeki Sago. Samo stanowisko archeologiczne było zamknięte ale
zaintrygowały nas masy ludzi brodzące w płyciźnie z wiaderkami i wyraźnie
czegoś poszukujące w mokrym piasku. Okazało się, że wyciągają dla
nich kulinarne rarytasy, pt. lingueirao. Najpierw wyszukują dziurek w mokrym
piasku, później wsypują w to miejsce odrobinę soli. Reakcją na sól jest
wystawianie rurkowatych ciał na światło dzienne, następnie sprawny chwyt polującego, wyciągnięcie z dna w całej
okazałości i wrzut do wiaderka z wodą. Najlepsze są pieczone i popijane
chłodnym piwem. W takim zestawie podobno można zjeść tego nieograniczone
ilości. Kalmary też można tu upolować, ale już po eskapadzie na pełne morze. Nieopodal brodzących ludzi można zauważyć kutry, które
dokończyły żywota na swoistym cmentarzysku. Jadąc wzdłuż wybrzeża
niejednokrotnie zadziwiał nas sznur zaparkowanych samochodów przy drodze i nie
mogliśmy wyjść z podziwu nad determinacją letników, którzy potrafią po kilka km
iść do plaży żeby się tam godzinami wylegiwać i w ogóle nie zanurzać w wodzie,
bo potrafi być masakrycznie zimna. I tak pokonując cały półwysep Troia mieliśmy
z jednej strony mokradła rzeki Sado a z drugiej strony wydmy i gdzieś daleko,
ok. kilometra, wodę. Zjeżdżając z półwyspu ze zdziwieniem zauważyliśmy rozsiane
pola ryżowe, czyli Portugalczycy nie
muszą liczyć na Azjatów, żeby zaspokoić swoje kulinarne apetyty. Ryż,
zauważyliśmy, jest bardzo popularnym składnikiem menu. Kolejny przystanek, to
plaża w Vila Nova da Milfontes, z pięknym klifowym brzegiem, dużymi falami i
ciekawą roślinnością na wydmach, tak jak narcyz morski. Jadąc dalej na południe
przebijamy się przez górki i trafiamy na piękny widok rzeki, która lada moment
wpadnie do oceanu ale kajakarze mają tu kawał przyjemności a my, patrzący z
góry, bardzo malowniczy krajobraz. To plaża w Odeceixe. Na zachód słońca chcemy
zdążyć dojechać do punktu najbardziej wysuniętego na pd-zach Europy, czyli Cabo de Sao Vicente. Tak jak w przypadku Cabo de Roca, wiatr tutaj jest bardzo
gwałtowny ale masa ludzi zgromadziła się na ten wieczorny spektakl. Na końcu
były brawa i wszyscy rozjechali się do domów lub na jakieś spokojne miejsce pod
rozgwieżdżonym niebem.
 |
| rondo w Setubalu |
 |
| płycizny rzeki Sado - w poszukiwaniu mięsa do konsumpcji |
 |
| sposoby na wywabienie z kryjówki w piasku |
 |
| teraz tylko zgrabny chwyt |
 |
| lingueirao (małże okładniczki) w kokonie wapiennym |
 |
| pod wpływem ciepła(np. grillowanie) muszla się rozdwaja i można wtedy konsumować smakowite ciałko |
 |
| to już jest koniec |
 |
| smutny ale intrygujący widok |
 |
| Stworzenia wodne w portugalskim menu, to podstawa |
 |
| parkowanie kilometr od plaży a do pokonania pasmo wydm |
 |
| Estuarium rzeki Sado |
 |
| Vila Nova de Milfontes - most nad rzeką Mira |
 |
| plaża w Vila Nova, gdzie fale spotykają się pod kątem prostym |
 |
| narcyz morski nieincydentalny, było go sporo |
 |
| z fal przy Vila Nova dało się coś pokombinować |
 |
| Villa Nova z rzeźbą jak z horroru |
 |
| rzeka Seixe w drodze do plaży Odeceixe - na końcu musi być pięknie, skoro ma jedne z najwyższych notowań w Portugalii, ale niestety my tylko przejazdem |
 |
| Słońce się zapada nad przylądkiem Cabo de Sao Vicente |
 |
| zachody tutejsze gromadzą masę widzów |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz