środa, 23 lipca 2025

23 lipca, środa - Mafra, Cabo da Roca, wzgórze Peninha, Cascais.

Nigdy nie podejrzewałem Gosi o narcyzm, ale dzisiaj, kiedy dosypiałem zabrała po cichu aparat i zeszła na plażę, ale nie żeby popływać. Wzięła patyk i wykonała spory napis na piasku. Było to imię, lecz nie swojego śpiącego rycerza, lecz własne. Kiedy wstałem, zaprowadziła mnie abym to zobaczył, i tu okazało się, że ktoś zmałpował jej pomysł i napisał, jak sądzimy imię Vito, którego niestety nie dało się pominąć w kadrze. Ruszyliśmy w poszukiwaniu miejsca na śniadanie mijając ronda z pomysłowymi ozdobami. Ogromne haczyki szczuły mnie wędkarsko a wiatraki zaprowadziły na przedmieścia Mafry do muzeum etnograficznego Jose Franco, artysty ze znanej w Portugalii rodziny z tradycjami ceramicznymi. Muzeum, to właściwie skansen wsi portugalskiej z wieku XIX. W Mafrze zatrzymaliśmy się tylko na chwilę aby sfotografować Pałac Narodowy wybudowany w XVIII w. na wzór hiszpańskiego Escurialu. Ten ogromny gmach zbudowano w zaledwie 13 lat przez 45 tysięcy robotników. Pałac jest obecnie w remoncie ale po wejściu trafiliśmy na wystawę prac Soaresa Branco, portugalskiego rzeźbiarza, zmarłego w 2013 roku, który był m.in.dyrektorem artystycznym Fabryki Vista Alegre w Ilhavo, którą zwiedzaliśmy w zeszłym tygodniu. Naszym głównym celem była dzisiaj Sintra, niezwykle atrakcyjne miejsce, ale jak się okazało tak atrakcyjne, że po wydostaniu się z ogromnego korka nie było gdzie zaparkować. Zrezygnowaliśmy więc, i stamtąd zjechaliśmy na przylądek Cabo da Roca, najbardziej wysunięty na zachód  punkt Europy. Wiało niemiłosiernie i aż dziw, że zdjęcia tak wyszły. Film zapewne jest do wykasowania. Skryliśmy się w pobliskiej kafejce, gdzie Gosia wygrała ze mną w kości i na tym wyjeździe pierwszy raz wyszła na prowadzenie 20 do 19. Widoczne z Cabo da Roca wzgórze Peninha to kolejny cel naszej podróży. Tam to dopiero wiało. Zrobiliśmy tylko fotkę przylądka i rozpoczęliśmy powrót. Napełniając wodę ze źródełka podjechało auto służby leśnej. Funkcjonariuszki straży poinformowały nas, że zamknęły drogę z powodu silnego wiatru i powinniśmy jechać w przeciwnym kierunku. Kilometr dalej cieszyliśmy się, bo trafiliśmy na miejsce piknikowe a pora obiadu już minęła pół godziny temu. Najedzeni ruszamy do Cascais nad brzeg oceanu. „Wrota piekieł” - tak nazywa się część klifów tutaj. Robimy kilka zdjęć i rozpoczynamy poszukiwanie miejsca na nocleg. Nawet przy plażach wszystkie są płatne, ale co najważniejsze, nie ma toalet. Jedziemy w stronę Belem i szczęśliwie trafiamy przed mostem 25 Kwietnia na ogromny plac nad oceanem, odwiedzany, jak sądzimy, do późnej nocy przez niekoniecznie zakochane pary. Co my do jasnej ciasnej tu robimy?

 

efemeryczna sztuka kaligrafii na plaży /Praia da Mexilhoeira

ani się obejrzałam jak wyrosła mi na zupełnie pustej plaży konkurencja

rondo, które eksponuje atuty mijanego miasteczka - być może jest ono wędkarskim El Dorado

To rondo podkreśla, że jesteśmy w krainie starych wiatraków

Ericeira - widok z promenady na miasto i hotel

Sobreiro - zrobiony w ceramice model wioski z regionu Mafra

kolejny element muzeum na świeżym powietrzu. Całość pomysłem Jose Franco, portugalskiego rzeźbiarza i garncarza (1920-2009)

Mafra - zespół pałacowo-klasztorny, sporadycznie odwiedzany przez władców, przedsięwzięcie okazało się nieadekwatne do potrzeb a utrzymywać trzeba; pożegnalną noc spędził tu przed wygnaniem do Brazylii ostatni król Portugalii w 1910 r.

rzeźba Soaresa Bianco - Most żywych

autor

Cabo da Roca - najb. na zachód wysunięty punkt Europy

obelisk, żeby nie było wątpliwości, gdzie jesteś

widok z Cabo da Roca

wiatr silniejszy, niż gdziekolwiek, zrywało tłumom czapki z głów....

Cabo da Roca z góry

Latarnia na Cabo w zupełnej dali

Oeiras - coraz bliżej Lizbony

w zielonym zaciszu

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz