Nigdy nie podejrzewałem Gosi o narcyzm, ale dzisiaj, kiedy
dosypiałem zabrała po cichu aparat i zeszła na plażę, ale nie żeby popływać.
Wzięła patyk i wykonała spory napis na piasku. Było to imię, lecz nie swojego
śpiącego rycerza, lecz własne. Kiedy wstałem, zaprowadziła mnie abym to
zobaczył, i tu okazało się, że ktoś zmałpował jej pomysł i napisał, jak sądzimy
imię Vito, którego niestety nie dało się pominąć w kadrze. Ruszyliśmy w
poszukiwaniu miejsca na śniadanie mijając ronda z pomysłowymi ozdobami. Ogromne
haczyki szczuły mnie wędkarsko a wiatraki zaprowadziły na przedmieścia Mafry do
muzeum etnograficznego Jose Franco, artysty ze znanej w Portugalii rodziny z
tradycjami ceramicznymi. Muzeum, to właściwie skansen wsi portugalskiej z wieku
XIX. W Mafrze zatrzymaliśmy się tylko na chwilę aby sfotografować Pałac
Narodowy wybudowany w XVIII w. na wzór hiszpańskiego Escurialu. Ten ogromny
gmach zbudowano w zaledwie 13 lat przez 45 tysięcy robotników. Pałac jest
obecnie w remoncie ale po wejściu trafiliśmy na wystawę prac Soaresa Branco,
portugalskiego rzeźbiarza, zmarłego w 2013 roku, który był m.in.dyrektorem
artystycznym Fabryki Vista Alegre w Ilhavo, którą zwiedzaliśmy w zeszłym
tygodniu. Naszym głównym celem była dzisiaj Sintra, niezwykle atrakcyjne
miejsce, ale jak się okazało tak atrakcyjne, że po wydostaniu się z ogromnego
korka nie było gdzie zaparkować. Zrezygnowaliśmy więc, i stamtąd zjechaliśmy na
przylądek Cabo da Roca, najbardziej wysunięty na zachód punkt Europy. Wiało niemiłosiernie i aż dziw,
że zdjęcia tak wyszły. Film zapewne jest do wykasowania. Skryliśmy się w
pobliskiej kafejce, gdzie Gosia wygrała ze mną w kości i na tym wyjeździe
pierwszy raz wyszła na prowadzenie 20 do 19. Widoczne z Cabo da Roca wzgórze
Peninha to kolejny cel naszej podróży. Tam to dopiero wiało. Zrobiliśmy tylko
fotkę przylądka i rozpoczęliśmy powrót. Napełniając wodę ze źródełka podjechało
auto służby leśnej. Funkcjonariuszki straży poinformowały nas, że zamknęły
drogę z powodu silnego wiatru i powinniśmy jechać w przeciwnym kierunku.
Kilometr dalej cieszyliśmy się, bo trafiliśmy na miejsce piknikowe a pora
obiadu już minęła pół godziny temu. Najedzeni ruszamy do Cascais nad brzeg
oceanu. „Wrota piekieł” - tak nazywa się część klifów tutaj. Robimy kilka zdjęć i
rozpoczynamy poszukiwanie miejsca na nocleg. Nawet przy plażach wszystkie są
płatne, ale co najważniejsze, nie ma toalet. Jedziemy w stronę Belem i
szczęśliwie trafiamy przed mostem 25 Kwietnia na ogromny plac nad oceanem,
odwiedzany, jak sądzimy, do późnej nocy przez niekoniecznie zakochane pary. Co
my do jasnej ciasnej tu robimy?
 |
| efemeryczna sztuka kaligrafii na plaży /Praia da Mexilhoeira |
 |
| ani się obejrzałam jak wyrosła mi na zupełnie pustej plaży konkurencja |
 |
| rondo, które eksponuje atuty mijanego miasteczka - być może jest ono wędkarskim El Dorado |
 |
| To rondo podkreśla, że jesteśmy w krainie starych wiatraków |
 |
| Ericeira - widok z promenady na miasto i hotel |
 |
| Sobreiro - zrobiony w ceramice model wioski z regionu Mafra |
 |
| kolejny element muzeum na świeżym powietrzu. Całość pomysłem Jose Franco, portugalskiego rzeźbiarza i garncarza (1920-2009) |
 |
| Mafra - zespół pałacowo-klasztorny, sporadycznie odwiedzany przez władców, przedsięwzięcie okazało się nieadekwatne do potrzeb a utrzymywać trzeba; pożegnalną noc spędził tu przed wygnaniem do Brazylii ostatni król Portugalii w 1910 r. |
 |
| rzeźba Soaresa Bianco - Most żywych |
 |
| autor |
 |
| Cabo da Roca - najb. na zachód wysunięty punkt Europy |
 |
| obelisk, żeby nie było wątpliwości, gdzie jesteś |
 |
| widok z Cabo da Roca |
 |
| wiatr silniejszy, niż gdziekolwiek, zrywało tłumom czapki z głów.... |
 |
| Cabo da Roca z góry |
 |
| Latarnia na Cabo w zupełnej dali |
 |
| Oeiras - coraz bliżej Lizbony |
 |
| w zielonym zaciszu |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz