czwartek, 31 lipca 2025

31 lipca, czwartek - Marvao, Castelo de Vide, Monsanto.

Kolejny dzień podróżujemy po regionie Alentejo. Co odróżnia go od wybrzeża Algarve, takiej francuskiej riwiery, to puste drogi, ciche, jakby bezludne miasteczka, mijane gaje oliwne, plantacje winorośli, drzew korkowych, pastwiska – bo to region rolniczy, no i maksymalne temperatury, 38° C, jako norma. Przykładowo,  Evora, to taki portugalski biegun gorąca. Odnotowano tu temperatury sięgające 45°C. Pomimo tego region jest naprawdę kuszący. Cudownie położone miasteczka, na wzgórzach, w dolinach,  całe w bieli, o zwartej zabudowie. Patrząc na nie z odległych planów wpada się w notoryczny zachwyt.

Pierwszym punktem programu na dziś jest wpisane na listę UNESCO Marvao, miasteczko z historyczną zabudową i ruinami zamku, otoczone dookoła murami obronnymi i absolutnie  niezwykłymi widokami stamtąd.  Tuż po przekroczeniu wejścia do zamku zanurzyliśmy się w  podziemia Cysterny. To pomieszczenie na tyle olbrzymie, że mogło zgromadzić wodę na 6 miesięcy. Obecnie puste, pozwoliło  nam bawić się jego niezwykłą akustyką. Na jednym z tarasów zorganizowana jest scena. Uczestnictwo w przedstawieniu w takim anturażu, to z pewnością niezwykłe przeżycie. W miasteczku poprzechadzaliśmy się pustymi uliczkami, zaliczyliśmy lody w restauracji, minęliśmy parę osób nam podobnych, zlanych potem po wspinaczce stromymi ulicami, a lokalsów prawie nigdzie nie uświadczysz. I gdyby nie wypielęgnowane ogródki, czy firanki w oknach domów, można by pomyśleć, że to miasteczko wymarłe. Bo jak tu wychodzić z pobielonych, grubych murów, dających chłód w porze kiedy na zewnątrz temperatura jak w piekarniku?

Kilka kilometrów dalej  minęliśmy kolejną miejscowość z warownią na szczycie – Castelo de Vide. Nie mogliśmy nie zareagować na tak przepiękną panoramę, więc chociaż fotka, skoro brak czasu na bliższe spotkanie. Naszą wisienką na torcie w tym dniu był przyjazd do Monsanto. Decyzja zapadła spontanicznie, kilka kilometrów przed zjazdem do tego miasteczka. Prowadziły nas tu liczne brązowe tablice, więc atrakcja murowana. Nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy, że było ono miejscem akcji serialu „House of the Dragon”, prequelu „Gry o tron”. Ogromne banery pozwalają iść śladem poszczególnych scen. Ale nie to wabiło tutaj turystów. Tak jak rośliny potrafią wcisnąć się w każdą szczelinę, tak tu w Monsanto, człowiek udowadnia, że potrafi również ograć naturę, skorzystać z granitowych ogromnych głazów i wtopić się w ich strukturę. Na każdym kroku zadziwia pomysłowość tubylców w wykorzystaniu tych skalnych olbrzymów w aranżacji swoich domostw. Oczywiście wszędzie wąsko, brukowane kamieniem uliczki lub schody prowadzące to w górę, to w dół. Prawdziwy labirynt przejść, zakamarków, można się zgubić jak w shopping center, ale prawie nie ma kogo zapytać o drogę. Niestety wspięcie się na najwyższy punkt, czyli ruiny zamku, okazało się przekraczać nasze możliwości kondycyjne, przede wszystkim ze względu na temperaturę, nie inną jak 38°C o 18.00. Z żalem pożegnaliśmy to miejsce i ruszyliśmy przez Guardę w stronę granicy z Hiszpanią.

ADEUS PORTUGALIO!

 

widok z Marvao

Zamek i mury obronne

uliczkami Marvao, ciągłe wspinanie, bo miasteczko położone na wzgórzu, typowane jako najpiękniejsze w Alentejo

budka telefoniczna to raczej XX w.

chodzimy po zamku i średniowiecznych murach obronnych

jest bezpiecznie

z wysoka widoki są oszałamiające

dziedziniec na imprezy kulturalne

w ramach murów obronnych

przyzamkowy ogród - strefa cienia

przydomowy ogródek; w towarzystwie bieli i czerwieni

podobnie skonstruowane urbanistycznie Castelo de Vide, po sąsiedzku od Marvao

Monsanto wśród głazów - jak skutecznie można było wpisać się w naturę

taki dach musi być bezpieczny, skoro mieszkańcy śpią spokojnie

Monsanto to  sceneria do House of Dragon

Funkcjonalność głazów jest nie do podważenia

w drodze na zamek

między te kamienie wiele da się wcisnąć

Monsanto góruje nad całą okolicą

tutaj chyba się dobrze mieszka

a jednak kruszynki z kogucią wagą - trzeba się tylko umieć ustawić w odpowiednim towarzystwie

Monsanto na wysokościach

 

 

środa, 30 lipca 2025

30 lipca, środa - Evora, megality Almendres, Estremoz.

W Evorze, jak we wcześniejszych miastach udało się zaparkować w centrum, ale co nie jest tutaj bez znaczenia, w cieniu budynku, który gwarantował to przez co najmniej 3 godziny. Dwieście metrów wyżej jest katedra. Wspinamy się na dach skąd robimy większą część zdjęć. Od początku towarzyszy nam motyl, i za którymś razem ląduje w pobliżu, wyraźnie pozując nam do zdjęcia. Jest nieco kontuzjowany jak widać. Ma wyszczerbione prawe skrzydełko i brak mu wypustka lewego. Prezentuje się jednak fantastycznie. To paź królowej. W takim miejscu, na rozgrzanym kamieniu, obok nas, może to coś znaczy…..?                                        Z góry widać dachy miasta i ruiny świątyni rzymskiej, która przez lata była zamurowana tworząc ściany dla budynku służącego w czasach średniowiecznych inkwizycji, później rzeźni. Dopiero w XIX w przywrócono tym ruinom pierwotny wygląd. W katedrze są jedne z najstarszych organów na świecie. Podeszliśmy jeszcze pod ruiny, oraz zeszliśmy niżej do głównego placu Evory, bo tylko na tyle w tym 37 stopniowym upale było nas stać.

Ruszamy w poszukiwaniu megalitów, których w tej okolicy jest sporo. Dojechaliśmy do pierwszych a tu niespodzianka – zamknięte, z innej strony również. Wybieramy kolejne. Okazuje się, że musimy jechać okręgiem około 30 km. Przed celem asfalt się kończy i wjeżdżamy na drogę szutrową i to mocno nierówną. Gosia po 3 km chciała zawrócić ale ja się dogadałem z Hondą i daliśmy radę. Nie takie rzeczy robimy razem jadąc na ryby. Jeszcze tylko 200 metrów spaceru pod górę i jesteśmy przy skupisku megalitów Almendres. Głazy są postawione w okręgu w jakimś porządku. Ciekawe tylko, w jaki sposób ówcześni ludzie to zrobili? Kamienie ważą po kilka ton. Kiedy zwiedzaliśmy Stonehenge, też zadawałem sobie to pytanie. Może jednak w poglądach odsądzanego od czci i wiary bibliotekarza von Danikena jest ziarno prawdy? Wracając zaglądamy jeszcze w jedno miejsce, gdzie jest pojedynczy megalit podobnego kształtu jak w rejonie Vila do Bispo ale dużo wyższy.  W tej okolicy jest też wiele okorowanych drzew. To drzewo to dąb korkowy. Portugalia jest jednym z największych producentów korka na świecie. Na wielu widzieliśmy numery. Nr 4 to rok 2024. Ponieważ kolejny zbiór z tego drzewa może być wykonany najwcześniej po 9 latach,  czyli 2033 to trzeba jakoś to oznaczyć. Ku przerażeniu Gosi wracamy tą samą drogą, na której każdy większy kamień i dziurę przeżywała tak, jakby chciała ulżyć samochodowi. Przy informacji turystycznej, w cieniu dębu korkowego robimy obiad. Informacja jest nieczynna, ale robimy zdjęcie i zbliżenie ściany, bo budynek wykonany jest z ….korka.                              Przejeżdżamy przez miejscowość Estremoz, która jak wiele w tym rejonie charakteryzuje się białymi ścianami, ale co ciekawe, jest jednym z trzech miast marmurowych. Wiele elementów budynków jest wykonanych z pozyskiwanego w tym rejonie marmuru. Jest to jak mówią, portugalska Carrara.

 

Evora, widok z katedry

chodzimy po dachu

na wysokości katedralnych wież



widok na świątynię rzymską

lekko wyszczerbiony paź

krużgankami katedry

jedne z najstarszych organów

zagajnik korynckich kolumn, sięgających I w.

główny plac Evory

plantacja dębu korkowego

neolityczne miejsca kultu

w ilości 95 sztuk

dąb korkowy po pozbyciu się kory - kolor konarów robi się ceglasto- brązowy

tym razem pojedynczy obelisk, wys. 3m, waga- 92 tony

korkowa ściana punktu informacji

struktura korkowej ściany

Estremoz

uliczki Estremoz z kocią wiarą

 

wtorek, 29 lipca 2025

29 lipca, wtorek - targ rybny w Olhao, Tavira i plaża Barril, Mertola.

Praca na lotnisku rozpoczęła się od 6 rano. Wybrzeże Algarve , to prawdziwa mekka turystyczna, skoro od rana do późnej nocy samoloty przylatują i odlatują na okrągło. A może nadrabiali  odwołane przez weekendowe strajki loty. W każdym razie sąsiedztwo aeroportu okazało się dość spektakularne. Aha, jeszcze drobiazg, Szymonowi startujące i lądujące odrzutowce nie przeszkadzały, bo spał jeszcze dwie godziny. W pobliskim Olhao odwiedziliśmy stare, bo z początku XX wieku 2 hale targowe, gdzie codziennie odbywa się sprzedaż, w jednej,  świeżych ryb i owoców morza, a w drugiej owoców i warzyw, od 7-14. Targ rybny, to autentyczna gratka, bo od rozmaitości wód oceanicznych można było dostać oczopląsu. Gosia zagustowała w suszonym tuńczyku. Nastawiała się na konsumpcję na miejscu, tak jak na podobnym targu w Porto, ale niestety nie serwowano tu niczego do zjedzenia ad hoc. Krótki spacer uliczkami historycznej dzielnicy utwierdził nas, że w tych klimatach jednak biel króluje, no i musi być wąsko, żeby było trochę cienia. Rozczarowuje spora ilość zaniedbanych kamieniczek lub wręcz opuszczonych. Porzucone i zrujnowane domostwa to jakaś plaga. Wiele takich opustoszałych miejsc spotykaliśmy po drodze. Czy to z powodu masowej emigracji Portugalczyków w czasach dyktatury Salazara pozostały te porzucone domy, nie wiemy. Z rozmów wynika, że obywatele Portugalii są tak samo rozsiani po całym świecie jak Polacy. Kolejny nasz cel, to Tavira i plaża Barril, położona na wyspie. Na szczęście dojazd do niej można sobie ułatwić fundując przejażdżkę kolejką. Bardziej odporni na upał oczywiście wybierali opcję by walk. Miejsce naprawdę klimatyczne, zagospodarowane turystycznie, gastronomicznie, ale bez przesady, przednia zabawa w wodzie, bo fale były takie do pośmigania na nich na szczupaka lub na desce. No i najciekawsza atrakcja, to cmentarzysko starych kotwic, z których najmniejsza to 300 kg wagi  a największa ok. tony. Do transportu każdej z nich było zaangażowanych od 8- 20 osiłków. Wokół Taviry, w rozlewiskach rzeki Formosa zarabia się nie tylko na turystyce ale również na produkcji soli. Solniska tworzą ciekawy krajobraz i dostęp do nich nie jest niczym limitowany. Można podejść bezpośrednio do górki soli i sprawdzić, czy to nie jest np. cukier. W drodze do Evory trafiamy na malowniczy zamek z murami obronnymi w Mertoli. 50 km przed Evorą, już wieczorową porą, robimy STOP! Noc zapowiada się rekordowo gorąco. Przedziwnie jest tutaj, bo apogeum temperatur jest po 16 do 19, a później wcale nie jest lepiej.

 

Lotnisko w Faro działa od wschodu słońca

wszystko jak na dłoni

lądowania, starty - na okrągło


Olhao, świetnie, bardzo realistycznie wykonana sieć

Na targu rybnym w Olhao

mięso tuńczyka

i morskie i słodkowodne - bogactwo sprzedawanych ryb i owoców morza, oszałamiające
krewetka gigant i cena gigant

jest też market owocowo-warzywny

uliczkami Olhao

nie wszystko jest idealne

z tym srebrnym chłopcem wiąże się jakaś lokalna legenda; z tyłu chłopiec z krwi i kości i cytrynową wodą dla strudzonych turystów

kolejna legendarna postać....

jak z brzydkiego robi się ładne

szacunek dla street artowców

pociąg dla mających pociąg do plaży  Barril

plażowa infrastruktura, czyli gastronomia, sklepiki, noclegi, przebieralnie

plaża słynie z bogatej reprezentacji kotwic

i oczywiście pokłady soli, bo jak nie wykorzystać okolicznego zasolenia wód Formosy

Mertola i jej zamek