środa, 17 stycznia 2018

Frankston - piaskowe rzeźby, Noble Park - u Małgosi i Marka

15 stycznia 2018, poniedziałek

Dzisiaj rano odebraliśmy samochód z wypożyczalni i okazało się, że w trosce o nasz komfort zaproponowano nam jednak większego Mitsubishi Outlandera.



Martwiliśmy się, że czeka nas dopłata do promu na Tasmanię ale na szczęście nie. Możemy więc rozpocząć realizację naszych planów. Zabraliśmy Hankę do Frankston, dzielnicy Melbourne oddalonej o 50 km na południe, znanej z budowli z piasku. Wystawa jest otwarta od grudnia do kwietnia. Tematem tegorocznej ekspozycji jest Aladyn.
















Pogoda nam na razie nie dopisuje i padające co rusz deszcze rozmiękczyły ścieżki wokół rzeźb i mocno utrudniły poruszanie się wózkiem. Tak wyglądają koła i buty po zwiedzaniu. Teraz trzeba to jakoś wypłukać.

Dwa dni wcześniej umówiliśmy się z Markiem, że skoro będziemy we Frankston to w połowie drogi powrotnej odwiedzimy Marka i jego żonę Małgosię w Noble Park. Cała akcja była tajna dla Hanki do czasu jak zgubiliśmy drogę i musieliśmy prosić Marka o pomoc.

Ślinka cieknie na samo wspomnienie przepysznego krupniku i pierogów ruskich z gęstą smakowitą śmietaną jakie nam zaserwowali gospodarze.

Później były śpiewy z gitarą a całość zakończyła partia scrabbli, rodzina na rodzinę. Przesympatyczna suczka  Mala nie była zadowolona, bo w czasie grania jej pani zastanawiając się nad kolejnymi słowami zapominała o drapaniu za uchem, a do tego jeszcze przegrali.

Do domu zajechaliśmy około 23:00


mistrze Piotroskie 

26 WOŚP w Yarraville


14 stycznia 2018, niedziela

W Polsce Orkiestra wystartowała a tu 22:00 i już po. W Yarraville, kilkanaście kilometrów od centrum Melbourne grała Orkiestra kiedy Polska jeszcze spała.
W Melbourne WOŚP gra drugi raz. Biorąc pod uwagę, że w Wiktorii mieszka największa liczba Polaków około 50 tyś. to kiedy my odwiedziliśmy Yarraville, przyznam tłumów nie było. Tutaj Orkiestra grała od 12:00 do 16:00 a my wyszliśmy około 14:00, może później było lepiej. Były konkursy rodzinne, występy.





Sprzedawano domowe wypieki, kiełbaski z rożna. Podczas jednej z wielu licytacji za sumę 80 dolarów wylicytowano 100 wspaniałych, ręcznie lepionych, pysznych ruskich pierogów. W innej szczęśliwiec zasilił konto Orkiestry sumą 60 dolarów i otrzymał voucher na śniadanie dla dwóch osób w pięciogwiazdkowym hotelu.

Pierwszy raz wrzucaliśmy do puszki inną walutę niż polskie złote ale radość była ta sama. Poznaliśmy fantastyczną dziewczynę o niezwykłym imieniu – Celestyna.

Gosi udało się namówić Cesię na oddanie własnej smyczy za wrzucenie pewnej sumy do puszki.



Trzymamy kciuki aby jej i pozostałych kwestujących puszki pękły od nadmiaru banknotów.


PS.

Wiadomość z ostatniej chwili – zebrano ponad 4 tyś. dolarów.


WOŚPiotroskie

niedziela, 14 stycznia 2018

Australian Open i coś tam jeszcze

Melbourne 12, 13 stycznia 2018 piątek, sobota

Marzenia się spełniają. 
Zawsze chciałem być na jakimś wielkoszlemowym turnieju tenisa i zobaczyć w akcji gracza z początku listy rankingowej. To drugie wydawało się mało realne ale jechaliśmy wczoraj pełni nadziei na zobaczenie jakiegokolwiek spotkania.
To był dzień otwarty od 10:00 do 17:00. Spore rozczarowanie przy wejściu – w depozycie wylądował zarówno aparat jak i kamera, no cóż pozostaje tylko telefon komórkowy. Po wejściu okazało się, że na bocznych kortach rozgrywano mecze kwalifikacyjne.

Na jednym z nich grała swój mecz zwyciężczyni Australia Open z 2013 a dzisiaj niestety 140 w rankingu włoszka Sara Errani.
Usadowiliśmy się na trybunach kolejnego meczu mężczyzn i nagle zaczęło padać. Wszystkie korty opustoszały więc ruszyliśmy w stronę wyjścia a przechodząc koło Margaret Court Arena wcześniej zamknięte drzwi zastaliśmy otwarte. Weszliśmy do środka i stanęliśmy jak wryci. Puste trybuny, kilkadziesiąt osób a na korcie pierwsza rakieta świata Rafa Nadal rozgrywa mecz pokazowy z piątą rakietą Dominikiem Thiemem.

Wcale nie grali na pół gwizdka a kilka wymian było na najwyższym poziomie. Thiem zaserwował parę razy z prędkością w okolicach 220 km/h. Z otwartymi ustami dotrwaliśmy do końca meczu, który w trzecim secie kończył się tie breakiem. Przy remisie 6:6 Nadal skupiony w kompletnej ciszy podchodził do swojego serwisu i wtedy postanowiłem wesprzeć mistrza okrzykiem  - DAJESZ RAFA, DAJESZ !!!.
Okazuje się, że Hiszpan zrozumiał chyba, bo dwa następne punkty wygrał i cały mecz też. Trochę kibiców w międzyczasie doszło i kiedy my wychodziliśmy większość została na miejscach. Z pewnością kolejni wielcy tenisa mieli pokazać się na korcie. Niestety my byliśmy umówieni na spotkanie na które już się trochę spóźnimy. 
Na Federation Square  obok wielu innych firm mieści się siedziba rozgłośni radia SBS. W jej polskojęzycznym oddziale pracuje Marek Smalec i Darek Buchowiecki.
Marek oprowadził nas po studiu a później zaprosił na obiad. Sałatka z kurczakiem Gosi wyglądała nieźle ale ja rozsmakowuje się tutaj w baraninie.

Spędziliśmy kilka godzin prowadząc ożywione dyskusje na wiele interesujących nas wzajemnie tematów. Do Hanki wracaliśmy w strugach deszczu około 19:00.





Następnego dnia ponownie kręciliśmy się po City i odwiedziliśmy ulokowaną w sklepie jubilerskim mała ekspozycję opali australijskich.

Zajrzeliśmy również na Federation Square na polecaną przez Marka wystawę w Muzeum Filmu, gdzie jest oryginalny fortepian z filmu Jane Campion pod tym właśnie tytułem z Holly Hunter i Harveyem Keitelem w rolach głównych.



W mieście jest sporo kwiatów co nie jest niczym szczególnym latem ale dziwi mnie to lato w styczniu.


zadziwione Piotroskie

Sprawy ważne

Melbourne - 10,11 stycznia 2018 środa, czwartek 

W te dwa dni przede wszystkim załatwialiśmy sprawy wypożyczenia auta i  kupienia biletu na prom do Tasmanii. Okazało się, że do ubezpieczenia poproszono aby dostarczyć tłumaczenie prawa jazdy. Trochę się zdziwiliśmy. Już wielokrotnie wypożyczaliśmy auto i nigdy nie trzeba było tłumaczyć żadnych dokumentów. Prawo jazdy jest OK do jazdy ale do ubezpieczenia nie. Wytłumaczono nam, że jest to związane ze wzrostem wypadków powodowanych przez kierowców z krajów gdzie ruch jest prawostronny. Baliśmy się, że opóźni to cały proces ale bez problemu wszystko dało się załatwić internetowo. Auto jest zarezerwowane i w poniedziałek otrzymane pocztą tłumaczenie wręczymy opłacając wypożyczenie Mitsubishi ASX na cały miesiąc. Wiedząc jakie auto wypożyczymy udaliśmy się do portu aby zakupić bilet na prom.
Miła pani spełniając nasze sugestie o jak najniższej cenie znalazła połączenie w ciągu dnia 18 stycznia w piątek z powrotem 26 stycznia za sumę niższą niż podana przy wczorajszej wizycie. Mamy tylko w poniedziałek zadzwonić i podać numer rejestracyjny samochodu.

Wróciliśmy do domu i zdaliśmy relację Hance aby już po zmroku znaleźć się z powrotem w City. Z kortów tenisowych przy Melbourne Park wychodzili już ostatni widzowie i tylko takie zdjęcie udało się zrobić zza ogrodzenia.
Pokręciliśmy się trochę po mieście, gdzie trafiliśmy na gościa z ogromnych zestawem perkusyjnym złożonym z puszek, pudełek bidonów i wielu przedmiotów, które tylko wydawały jakiś dźwięk. Jk zabrakło to wykorzystywał pobliskie kubły i płotki oraz chodnik.

przeszliśmy przez dzielnice chińską
i zmordowani po 23:00 cichutko aby nie obudzić Hanki weszliśmy do domu.


przePiotroskietłumaczone

piątek, 12 stycznia 2018

Startujemy

7-9 stycznia 2018 w podróży, pierwszy raz w Melbourne

Minęło kilka dni i trochę od wyjazdu się wydarzyło, chociaż podróżowanie jeszcze przed nami.

Niedzielne śniadanie z Mateuszem, bacon & eggs było małym preludium przed zmianą na ponad miesiąc kraju. O 10:00 machaliśmy Matikowi z okien autobusu, który spod Dworca Głównego wyruszał w trasę na lotnisko Tegel.

Na miejscu prawie pięć godzin do odlotu spędziliśmy najpierw przy kawie grając w kości a później z wieży widokowej przyglądaliśmy się startującym i lądującym samolotom. O 16:45 wystartowaliśmy do Frankfurtu, skąd po godzinie airbusem A 330-200 Air China wyruszyliśmy w ponad dziesięciogodzinny lot do Szanghaju. Nie zaskoczył mnie standard, który daleki był od qatarskich linii, którymi lataliśmy ostatnio. Samolot stary, awaryjnie działające ekrany, jedzenie dość monotonne a przede wszystkim nie serwowano drinków.


W Szanghaju z sześciu godzin oczekiwania pierwszą wydostawaliśmy się poprzez kolejne kontrole do terminalu. Myśleliśmy o jakimś spacerze po mieście ale do centrum była godzina drogi metrem. Wiele osób chodziło w maskach co nas trochę zdziwiło, ale jak wystawiliśmy głowy za drzwi okazało się, że widoczność była jedynie do 200 metrów.
Nie dowiedzieliśmy się czy to smog czy fog ale ten brak wizji definitywnie nas zniechęcił. Druga część podróży do Melbourne, dłuższa o jakieś 20 minut rozpoczęła się i trwała aż do środkowej Australii w ciemnościach. Czerwony kontynent objawił się nam w promieniach wschodu słońca, który na wysokości ponad 11 km jest zjawiskowy.
Punktualnie o 9:00 czasu miejscowego we wtorek (23:00 czasu polskiego, poniedziałek) dotknęliśmy kołami płyty Tullamarine, międzynarodowego lotniska w Melbourne. Pierwszy raz przeżyliśmy tak energiczne hamowanie jakie zaserwował nam pilot. Gdyby nie pas wypadłbym z fotela. Później sprawdziłem na nagraniu, że trwało to zaledwie 20 sekund, po których nastąpiła prędkość kołowania. Śmialiśmy się, że pilot się spieszył i nie chciał minąć pierwszego zjazdu z pasa aby jak najszybciej dotrzeć do rękawa. Chyba też z tego skorzystaliśmy, bo po wizycie w sklepie wolnocłowym, odprawie i odbiorze bagażu oraz 15 minutowemu oczekiwaniu na taksówkę już o 10:45 byliśmy u Hanki na Riversdale Rd.
Rozpakowywanie pominąłbym ale……. . Walizka była owinięta folią i w nienaruszonym stanie zarówno na zewnątrz jak i w środku. Drugi był wór żołnierski z moimi rzeczami. Szyfrowa kłódka otworzyła się bez zarzutu i rozpocząłem wypakowywanie. Po chwili w moich rękach znalazł się dokument z którego wynikało, że przeprowadzono kontrolę zawartości i za tę czynność serdecznie przepraszają i tam coś jeszcze. Wkurzyłem się niemiłosiernie bo te przeszukanie zrobili jeszcze na Tegel, gdzie po odprawie spokojnie czekaliśmy na wylot. A nie wypadało poprosić podróżnego do pokoju przeszukań i dokonać czynności w jego obecności? Rozumiem, że tuba PCV w której przewoziłem wędkę wyglądała jak kawałek rakiety lub pancerfausta ale ta aparatura do prześwietlania nie wykazała, że jest tam wędka kilka długopisów, gacie i skarpety?  A gdyby zamknięcie było solidniejsze, to co? Przecięliby kłódkę lub rozdarli materiał?  Wzburzyło mną to i jeszcze godzinę pomstowałem na Niemców jak swego czasu wysadzony z samolotu z krzesełkiem Jan Maria.
Cztery godziny później tramwajem jechaliśmy do City. Zamierzaliśmy dowiedzieć się jak najwięcej w sprawie planów ale o tych dopiero w kolejnych wpisach miejmy nadzieje przy ich realizacji. Pierwsze kroki natomiast skierowaliśmy do znanego z poprzednich pobytów baru, gdzie serwują przepyszne kebaby z baraniny - palce lizać.


zbaraniałe Piotroskie