środa, 3 sierpnia 2016

2 sierpnia, wtorek Wodospady Krawica, Medugorie, Trebinje



Spaliśmy pod Pociteljem w miejscu dostrzeżonym z twierdzy. Rano, kiedy dosypiałem Gosia doszła aż do rzeki (Neretwa), gdzie znalazła piękne miejsce na śniadanie i poranną kąpiel. Stamtąd zrobione jest to zdjęcie.
Obraliśmy kierunek Wodospady Krawica w miejscowości Studenci. To takie tutejsze kąpielisko, z tym, że niezwykle malownicze. To kilka wodospadów o wysokości do 25m amfiteatralnie  rozciągających się na szerokości 120m. W środku akwen o różnej głębokości z orzeźwiającą i bardzo przejrzystą wodą.
Na szczęście byliśmy dość wcześnie i uniknęliśmy tłoku. Przed nadjeżdżającym tłumem umykała również ogromna 6 cm gąsienica.
Wracając do samochodu zatrzymaliśmy się na małą degustację miejscowych trunków. Pić nie mogłem ale zdjęcia z flaszeczkami sobie nie odmówiłem.
Do słynnej z objawienia Matki Bożej Medugorie było kilkanaście kilometrów, więc zajechaliśmy. Faktu owego cudu Watykan ani nie potwierdził ani mu nie zaprzeczył a pielgrzymki odbywają się tu z inicjatywy samych wiernych. Ciekawym jest fakt, że kiedyś była to osada, nawet nie wieś zabita dechami. Dzisiaj tętniące życiem niemałe miasteczko z dużym kościołem i całym zapleczem gastronomiczno – hotelarskim i pamiątkarskim. Te ostatnie to oczywiście stoiska z dewocjonaliami.
Zajrzeliśmy do kościoła bo kończyła się właśnie msza ale okazało się, że natychmiast zaczęła się kolejna.
Do głównych drzwi kościoła dobijał się jeszcze jeden spóźnialski, sporych rozmiarów latający a nie skaczący konik polny za którym podczas lotu ciągną się jego długie nogi. Coś takiego zauważyłem wczoraj w Blagaju  koło pamiątek ale sądziłem, że to jakaś zabawka dla dzieci puszczana przez sprzedającego.

Do Trebinje,  100 km na południe, dojechaliśmy około 15:00 i zaraz udaliśmy się do cerkwi zbudowanej na wzgórzu.
Widok stamtąd przepiękny na miasto a samo miejsce czyściutkie i zadbane jak Gosia zauważyła - jakby przygotowane na moment ustawienia bramek do pobierania opłat. Z góry dostrzegamy stary most, który jest kolejny na naszej liście.

Zajeżdżamy tam licząc na jakieś fajne miejsce piknikowe. Most jest z XVIw. W najwyższym punkcie ma 15m, szeroki na 4m. W tym szczytowym miejscu zapozowałem do zdjęcia razem z nowymi bośniackimi kolegami przyprawiając Gosię o palpitację serca. Za moimi plecami widać na zdjęciu wzgórze z cerkwią.

Postanowiliśmy poszukać stacji benzynowej bo jechaliśmy już na oparach. Gdzieś z drugiej strony miasta była i to z gazem. I tu mały zgrzyt – pan kasjer próbował oszukać płacącą Gosię na kilka euro. Gosia mówiła mu, że to chyba za dużo i żeby jeszcze raz sprawdził ale oddał nadwyżkę dopiero jak zobaczył, że idziemy do niego razem aby wyjaśnić spór. Podobna sytuacja zdarzyła się wieczorem w cukierni.  Dla odróżnienia poranny zakup pomidorów na małej plantacji odbył się tak: właściciele nazrywali nam ogromną torbę a gdy położyliśmy 2€ stwierdzili, że to za dużo. Wniosek – w miejscach pełnych turystów trzeba być czujnym.
Z pełnym ekwipunkiem do zdjęć nocnych zaszliśmy na stare miasto i tu rozczarowanie – Bośniacy oszczędzają światło. No to my też gasimy.


DobraPiotroskienoc

wtorek, 2 sierpnia 2016

1 sierpnia, poniedziałek Mostar, Blagaj i Poczitelj



W drodze do Mostaru podziwialiśmy piękne widoki jakie serwują nam Góry Dynarskie.


Na pół godziny unieruchomił nas wypadek na drodze nieopodal zbiornika zaporowego na rzece Rama.
Przejeżdżaliśmy później obok leżącego na dachu auta. Tak się kończy wyprzedzanie na ciągłej linii.
Mostar to przede wszystkim 400-tuletni, wysoki na 25m most, który łączy dwie części miasta – chrześcijańską i muzułmańską. Ten stary został zburzony podczas działań wojennych w 1992 przez Chorwatów. Odbudowano go w 1994 dzięki środkom UNESCO i wielu donatorów w tym rządowi Chorwacji. Na moją propozycję abym udowodnił swoje męstwo skokiem Gosia odpowiedziała, że już to udowodniłem nie raz a ona i tak tego by nie nagrała. Zrezygnowałem więc i uwieczniłem tylko skok Australijczyka.


W jednej z grot znaleźliśmy kafejkę, gdzie Gosia uraczyła się sarajewskim piwkiem.
Wesoło się zrobiło, więc z uśmiechem na ustach poszliśmy trochę w miasto.
Sprytni sprzedawcy napojów chłodzących wykorzystują wartki nurt Neretwy nie wydając ani marki na prąd.
W Bośni i Hercegowinie obowiązuje marka a przelicznik - 1€ to 1.95 KM, czyli prawie dwie marki za euro. Nie ma kantorów a wymienić można w każdym markecie lub zapłacić euro.
Ceny są niższe niż w Polsce. Gaz LPG – 0,58 do 0,76 KM co w przeliczeniu na PLN daje 1,35 do 1,60 za litr. Benzyna około 4 zł. Cena 4 KM czyli 2€ stała się dla nas liczbą magiczną. Gdziekolwiek wchodzimy albo kupujemy lody czy coś do picia płacimy 4KM.
Kilkanaście kilometrów od Mostaru jest kolejna atrakcja Blagaj. Obok groty, skąd wypływa rzeka Buna jest dom derwiszów.
Okolica została w całości skomercjalizowana. Płatne parkingi, stoiska z tandetnymi pamiątkami, wynajem kajaków, kafejki, restauracje, jednym słowem biznes kwitnie.


Do miejscowości Poczitelj dojechaliśmy przed samym zachodem słońca. Zdążyliśmy się wspiąć do ruin twierdzy

a po zejściu zaserwowaliśmy sobie kolację w restauracji. Czewapcici i szaszłyk z wołowiny z fryteczkami i do tego dwie ciepłe pity oraz dużo zimnych napojów, bo się po tym spacerze mocno odwodniliśmy.


SuchePiotroskie

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

31 lipca, niedziela Jajce



No właśnie, sprawa dla lingwistów – przed Jajcami, czy – przed Jajcemi , czy bezpieczniej – przed miejscowością Jajce?
Na prawidłowe odpowiedzi czekamy do……………

Tamże znaleźliśmy się godzinkę po śniadaniu, które sprawiliśmy sobie na drewnianych trybunach slalomu kajakowego na rzece Vrbas, której piękne meandry ilustrują kolejne zdjęcia.







Spodziewany daleko poza Jajcemi wodospad, o którym informowały źródła gosinej wiedzy znalazł się o dziwo w samym środku miasta. Szeroki na 30 a wysoki na 20 metrów rozmiarami ustępuje Niagarze ale jest niezwykle urokliwym miejscem dla turystów. Wstęp 4 marki, około 2€ na dwie osoby. Dokładnie tutaj łącza się dwie rzeki,  Pliwa i wspomniana Vrbas.


Muzułmańskich ortodoksów jest tu zatrzęsienie. Jedną zakutaną uchwyciłem jak sobie robi selfie.
Zapozował mi również średniej wielkości pstrąg potokowy.
Jest to dowód na to, że te wody  są niezwykle czyste a o ich przejrzystości przekonaliśmy się naocznie. Odwiedziliśmy górującą nad Jajcemi twierdzę (wstęp za dwie osoby 4 marki)
a później odległe około 5 km od miasta urokliwe, małe młyny na rzece Pliwie.


To miejsce piknikowe dla mieszkańców pobliskich miejscowości. Jest niedziela, więc tłumy Bośniaków nieprzebrane. W kafejce Gosia oblicza wyniki kolejnej partii kości, którą oczywiście wygrywa. Po sześciu jest 4 : 2 da Gosi.
Przed odjazdem postanowiliśmy dla ochłody, a jest naprawdę gorąco 33st.C  pomoczyć nogi. Nagle krzyk.
- wąż!!
- Jaki wąż, gdzie? – próbowałem zlokalizować bestię.
Potwór zanurkował i za chwilę wystawił łepek aby zaczerpnąć powietrza. Oceniłem wtedy jego wielkość na jakieś 70cm.  Podeszło kilka osób ale żadna nie potrafiła powiedzieć czy jadowity czy nie.
Wróciliśmy do Jajec aby rzucić okiem jeszcze raz na miejski wodospad z innego miejsca a potem ruszyliśmy w stronę Mostaru odległego 170 km stąd. Zajechaliśmy tylko 20km bo znęcił nas  zupełnie pusty i urokliwy Auto Kamp.
Po obiadokolacji, bo to dopiero 17:00 zasiadłem do pisania. Sądziliśmy, że pobyt tu jest free, ale zjawił się pan aby włączyć niedziałającą świetlówkę i zażądał 10€. Utargowaliśmy na 5€, więc wszyscy są zadowoleni.


ZadowoPiotroskieleni 

30 lipca, sobota w podróży


 Albania
Około 8:00 byliśmy ponownie w drodze. Monotonię jazdy uatrakcyjnialiśmy fajną muzyczką, rozmowami o właśnie zakończonej pracy i obgadywaniem po kolei wszystkich znajomych.
Tak przejechaliśmy granicę austriacką i znaleźliśmy się w Słowenii. Tu informacja dla podróżnych. Winietka na Austrię, 10-dniowa (najkrótsza) to koszt 8€, natomiast słoweńska,
7-dniowa, również najkrótsza 15€. Przez Austrię przemknęliśmy w niewiele ponad 2 godziny, natomiast 120 km przez Słowenię 4 godziny. Ostatnie 40 km przed granicą chorwacką ciągnęliśmy się w korku 2 godziny tylko po to aby pan celnik popatrzył na nasze zdjęcia w paszportach przez 10 sekund. ZGROZA! Schengen ma jednak swoje zalety.
Z Chorwacją poradziliśmy sobie szybciutko a na 130 km przed Jajcami, naszym pierwszym celem w Bośni i Hercegowinie nastąpiło odcięcie zasilania kierowcy i trzeba było naładować przez noc akumulatory.


wyczerpanoPiotroskie

29 lipca 2016, piątek - dzień wyjazdu



Zaczyna się nieźle. Dwie godziny przed wyjazdem Gosia krząta się po kuchni przygotowując coś na drogę a ja postanowiłem sprawdzić w Mapach  Google trasę.
- to gdzie jest pierwsze zwiedzanie na trasie?
Chwila milczenia i słyszę z kuchni
- jajce!
- tak, zaraz, ale gdzie jest pierwszy przystanek na trasie?
- jajce!!
- Goga, to za chwilę ale…
Stanęła w drzwiach pokoju przerywając w pół zdania.
- tak się nazywa miejscowość w Bośni i Hercegowinie -wydeklamowała powstrzymując śmiech. Gruchnęliśmy po tym obydwoje.

Liczyłem, że wystartujemy o 20:00, godzinny poślizg nie był jednak zmartwieniem.
Byliśmy już po stronie Niemiec, jakieś 25 km od domu kiedy postanowiłem zagadać o zaletach nowej kamerki, która obecnie pod szybą robi za rejestrator a pod wodą, w obudowie  będzie kręcić super ujęcia w HD…
Tu spojrzeliśmy na siebie z przerażeniem.
- ale jak to się mogło stać?
- nie było na liście, to nie zabraliśmy!
- lista, lista a bez niej to nawet paszportów nie weźmiesz! Trzeba szybko podjąć decyzję, zaraz jest Perkun, można zawrócić.
- dobra, wracamy! – zaordynowała Gosia
Jadąc po zapomniane płetwy i maski przejeżdżamy teraz już po naszej stronie przez kontrolę na którą jadąc do Niemiec spoglądaliśmy z pewną wyższością myśląc jacy to biedni są ci kierowcy którzy muszą pokazywać dokumenty i bagażniki.
Wysiadając  pod domem śmialiśmy się  mówiąc – jak fajna, udana i jaka krótka była nasza podróż do Albanii.
Straciliśmy równo godzinę i nadłożyliśmy 100 km.
Po tych atrakcjach udało się nam przejechać z 1500 jedynie 300 km i około 1:30 zalegliśmy na niemieckim parkingu po raz pierwszy w naszym Hultai Inn.


SkleroPiotroskie

niedziela, 24 lipca 2016

O nas

My to my - Gosia i Szymon. Dla przyjaciół - Piotroskie.

Jesteśmy mieszkańcami Szczecina, którzy każdą wolną chwilę starają się spędzać poza domem, a w miarę możliwości - poza Polską. Co nie znaczy, że nie odbyliśmy podróży po naszym pięknym kraju i to nie jednej.

Podróże to coś więcej niż nasza pasja - to sposób na życie, a ten blog powstał przede wszystkim aby wspomóc naszą już nie najlepszą pamięć. Będzie nam jednak bardzo miło jeśli zarazimy podróżowaniem kilku naszych czytelników.

Zaczęliśmy na długo przed Schengen jeszcze z dwójką naszych dzieci. Obecnie gniazdo opustoszało i nasze eskapady mocno potaniały ale nie tylko z tego powodu. Jeśli chcecie je poznać zapraszamy do lektury naszego bloga.

Kontakt



Spodobała Wam się nasza podróż?
Chcecie dowiedzieć się więcej o Australii lub innych odwiedzonych przez nas krajach?
A może chcecie się spotkać?

Zapraszamy do kontaktu!

Szymon i Gosia Piotrowscy

e-mail: piano_szymon@poczta.onet.pl
telefon: 603 213 308