piątek, 14 sierpnia 2026

14 sierpnia, piątek - Nexo, Svaneke i plaże Dueodde

Obudziliśmy się wolni od trosk o nasze elektricity. Wszystko zostało naładowane na 100%. Cudowne to odkrycie, że istnieją przy trasach rowerowych budki-sanitariaty dla e-bików, przy których są kontakty z prądem i pompki. Dzisiaj naszą bazą wypadową jest miasto Nexo na wschodnim wybrzeżu. Po drodze mijamy po raz drugi rotundowy kościół w Osterlas ale w odmiennej scenerii świetlnej nie mogliśmy go zostawić bez kolejnej sesji fotograficznej. Tym bardziej, że wizyta o tej porze dała nam możliwość obejścia go dookoła i zajrzenia do środka. Jego historia sięga XII wieku. I fakt, bryłą przypomina europejskie kościółki romańskie.  Docieramy do Nexo, zostawiamy tu samochód i ruszamy wzdłuż wybrzeża na północ, do Svaneke. Jedziemy drogą rowerową nr 10. Prowadzi ona wokół całej wyspy przez ok 105 km. Po prawej stronie mamy Bałtyk z malowniczymi zatoczkami, po lewej pola po sianokosach. Jeżeli nagle na tle błękitnego nieba odcina ci się biel pracującego wiatraka, nie sposób nie zrobić przystanku na kawę i cynamonowego zawijańca, nie zapominając o partyjce kości. Oczywiście spotykamy również cyklistujących rodaków, bo jest nas trochę na wyspie. Jeżdżą w grupach lub indywidualnie, wszyscy zachwyceni warunkami, infrastrukturą, kulturą jazdy kierowców aut. Svaneke, tak jak wszystkie większe miasteczka położone nad Bałtykiem posiada swój port, do którego trzeba zjechać ostro w dół. Zaraz na wstępie trafiamy na piękny lokalny kościółek w kolorach cegły. Na tle niebieskiego nieba wygląda oszałamiająco. W środku z sufitu zwisa model karaweli, tak jak to było w przypadku kościoła św. Mikołaja w Rønne. Związki z morzem są tu bardziej akcentowane, niż typowe religijne atrybuty. Budynki wokół również urokliwe i kolorowo-szachulcowe. Na ryneczku trafiamy na wytwórnię cukierków, najstarszą na Bornholmie. Masa jest robiona ręcznie i można tego doświadczyć podczas prezentacji i tylko cięcie na równe kawałki wykonuje maszyna. Cały asortyment wystawiony jest w sklepiku i oczywiście skusiliśmy się na zakup, nie sądząc nawet, że to taki cukrowy hicior – przepadliśmy. Poszwendaliśmy się jeszcze trochę po miasteczku i jazda z powrotem do samochodu, przez inland. Mijamy kolejny kościół w tutejszym stylu – Ibs Kirke. Po przerwie obiadowej skierowaliśmy się na południe do słynnych piaszczystych plaż Dueodde. Zdziwiło nas, że morze w pewnych momentach wyglądało jak mokradła. Stojąca, zielona woda, mnóstwo wodnego ptactwa i czasami bardzo wątpliwy zapach rozkładających się glonów, tworzących na brzegu odstrasza czarną mazią. Tu nikt się nie kąpał a letników sporo w domkach niedaleko brzegu, Współczuliśmy im, że za takie warunki musieli jeszcze płacić. Jak tu oddychać na czysto, jak oddychać? Po kilkuset metrach zostawiliśmy zaczadzoną zonę za sobą i skręciliśmy na południowy koniuszek wyspy, usiany kempingami i punktami usługowymi dla turystów. 200 metrów dalej zostawiliśmy rowery i do latarni morskiej doszliśmy pieszo. Dalej lekka wspinaczka po wydmie i zdziwieni spostrzegamy że przed nami ogromna przestrzeń, a do morza dystans niewiadomy, bo nawet go nie widać. Nie zdecydowaliśmy się przedzierać przez wydmy, wybraliśmy udogodnienie, czyli wcześniej dostrzeżoną przy restauracji drewnianą kładkę. 400 m spaceru i jesteśmy na miejscu. Piaseczek jest jak mąka i do tego stopnia drobniutki, że wykorzystywany był kiedyś w klepsydrach. Obieramy kurs powrotny, oczywiście inną trasą, ale w związku z zapadającym zmrokiem musimy „się streszczać”. Mimo tego robimy zdjęcia napotkanemu po drodze kościołowi w Povls. Musimy przyznać, że dzisiaj jesteśmy zafiksowani religijnie ale to wszystko przez wyjątkową architekturę. Już o zmroku szukamy samochodem miejsca na nocleg, w nadziei, że znajdziemy budkę z doładowaniem. Żeby tak się stało nadkładając drogi zmuszeni jesteśmy wrócić do miejsca skąd dziś wyruszyliśmy, przy „ruchomym kamieniu”


























 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz