środa, 12 sierpnia 2026

12 sierpnia, środa - Północ, Allinge, zaćmienie słońca

Pierwszą myślą po śniadaniu było naładowanie naszych pojazdów elektrycznością ale przecież nie jest to możliwe w środku lasu. Załadowani z rowerami na bagażniku pojechaliśmy do Hasle, parę km na północ, do kempingowej kawiarenki, gdzie mieliśmy nadzieję na udostępnienie prądu w trakcie popijania capuccino. I się nie pomyliliśmy. Bardzo sympatycznie nas potraktowała obsługująca to miejsce młoda Dunka. W międzyczasie zorientowaliśmy się w topografii campingu i cenach za noc, gdybyśmy jednak chcieli skorzystać z ich usług . Widoczność na zachód, z plaży, również była bez zastrzeżeń. Z myślą powrotu w to miejsce wieczorową porą, ruszyliśmy na wschodni brzeg Bornholmu. Niezależnie jak dramatycznie to zabrzmi, do pokonania było ok 20 km!  Naszą bazą wypadową stało się miasteczko Allinge, oczywiście bardzo urokliwe, z kolorową, szachulcową zabudową, z towarzystwem niezliczonych kwiatów, gdzie gigantycznie wysokie malwy wiodły prym. Zauważyliśmy, że to musi być ich ulubiona roślina kwiatowa, bo spotykamy ją na każdym kroku, począwszy od Ronne. Kolejnym charakterystycznym elementem tutejszego krajobrazu są wystające ponad inne budynki kominy wędzarni ryb. W Allinge są dwie z naprawdę dobrą marką i wszystkie serwują podobne dania rybne zarówno do szybkiej konsumpcji na miejscu jak i na wynos. Z Allinge wzdłuż wybrzeża ruszyliśmy spenetrować północny koniuszek wyspy, ze skalistym wybrzeżem, kompletnie nam Polakom niekojarzącym się z Bałtykiem. Zaliczyliśmy dwie latarnie morskie, jedna troszkę w głębi lądu ale za to z możliwością wejścia gratis na górę. Stąd rozciągał się widok zarówno na zachodnie jak i wschodnie wybrzeże oraz ruiny zamku z wczorajszego dnia. A Bałtyk! - W dwóch kolorach niebieskim i zielonym. Dawało to fajny efekt kolorystyczny, choć ta zieleń tylko ładnie wygląda z daleka. Krótki spacer brzegiem morza wzdłuż północnego cypla zawiódł nas na kamienistą plażę z piramidkami ułożonymi z kamieni – tak, ja tu byłem i to ułożyłem! Bo nie sądzę, żeby miało to jakiś mistyczny wydźwięk, jak to kiedyś bywało. Wzięliśmy azymut na położone niedaleko i wciąż użytkowane kamieniołomy Moselokken. Jak się okazuje świetny trening dla skałkowców. Wracamy do samochodu, bo już późno a trzeba jeszcze coś zjeść i zdążyć na spektakl po godz. 19. Zameldowaliśmy się na campingu i spełniając plany,  które chodziły nam po głowie cały dzień, odwiedziliśmy wędzarnię w Hasle, najstarszą na wyspie, żeby zafundować sobie za 199 KOR / osobę jadło z bufetu. W każdej wędzarni, którą napotkaliśmy po drodze taka opcja występowała, czyli ryby na gorąco w panierce, kotlety, wariacje ze śledziami – absolutna rewelacja, krewetki, co nas zaszokowało z ikrą, i z takąż też „ikrą” je wcinaliśmy, łososie, dorsze, sałatki rybne. Wstyd się przyznać ile razy podchodziliśmy do stołu. Musiał nam się w żołądkach zrobić menisk wypukły, bo już mieliśmy dosyć, dosyć, dosyć. Miejsce oczywiście cieszyło się dużym powodzeniem, ludzi od groma, ale obsługa przy barze stawała na wysokości zadania. Byliśmy w szoku w jakim tempie robili potrawy – wszystko widzieliśmy jak na dłoni. Maszyna i AI ich nie wyręczy. Mogą spać spokojnie.

No a teraz chwila, na którą czekało się 27 lat. Szymon przygotował sprzęt uwieczniający, usiedliśmy na skarpie nad plażą, niestety bez wymaganych akcesoriów aby móc rzucić okiem, ale to, co pojawiło się na zdjęciach mówi samo za siebie. Morze było niezwykle spokojne ale na ok 2 min przed apogeum zaćmienia, o 20:04 stało się dynamiczne. Fale gwałtownie zaczęły uderzać o brzeg i uspokoiły się po ok 4 minutach tak nagle, jak się zerwały. Oczywiście ciemności  nie nastały, tylko taki efekt dają zdjęcia. Na koniec jeszcze malownicze ujęcie w stylu Impresja, kończyna dolna Szymona, zachód słońca. Zrobiliśmy jeszcze podejście do obserwacji Perseidów ok 23:00. Trzy „spadające gwiazdy” udało się zaobserwować ale niestety nie utrwalić. I w tak kosmicznym nastroju poszliśmy lulu.

                                                                           

    Allinge, widok na port
 
      Jedna z najlepszych, rekomendowanych wędzarni na Bornholmie
       Kościół w Alllinge, tynkowany na żółto, czego tu nie spotyka się wśród budowli sakralnych

te znaki zakazu robią furorę swoją oryginalnością
malwy rosną tak wysoko, że można poczuć kompleks niższości
Allinge - dziedziniec w kwiatach, zaadoptowane na pomieszczenia do wynajęcia, dawne chaty
 namiastka opery w Sydney, też miejsce kultury i wypoczynku w Allinge
 pod latarnią morską, dostępną do zwiedzania gratis
Bałtyk jak okiem sięgnąć i charakterystyczne kominy wędzarni ryb
 ruiny na klifie z innej perspektywy
 latarnia najbardziej wysunięta na północ - niedostępna
teoretycznie może kiedyś zabraknąć budulca

Moselokken - cały czas eksploatowane kamieniołomy granitu; trasy wspinaczkowe do 25m wys.
rolniczy pejzaż
Allinge
obecnie dawne chaty po renowacji stają się hotelami, galeriami
moje ulubione glony na talerzu koło panierowanego fileta; al dente i o świetnym smaku
Hasle, wędzarnia
Księżyc przykrywa 83% tarczy Słońca


  efekty  na tle chmur
Księżyc ustępuje Słońcu
Bałtyk znowu spokojny
Szymonowa kończyna a la Monet
















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz