Pierwszą myślą po śniadaniu było naładowanie naszych
pojazdów elektrycznością ale przecież nie jest to możliwe w środku lasu.
Załadowani z rowerami na bagażniku pojechaliśmy do Hasle, parę km na północ, do kempingowej kawiarenki, gdzie mieliśmy nadzieję na udostępnienie prądu w
trakcie popijania capuccino. I się nie pomyliliśmy. Bardzo sympatycznie nas
potraktowała obsługująca to miejsce młoda Dunka. W międzyczasie zorientowaliśmy
się w topografii campingu i cenach za noc, gdybyśmy jednak chcieli skorzystać z
ich usług . Widoczność na zachód, z plaży, również była bez zastrzeżeń. Z myślą
powrotu w to miejsce wieczorową porą, ruszyliśmy na wschodni brzeg Bornholmu.
Niezależnie jak dramatycznie to zabrzmi, do pokonania było ok 20 km! Naszą bazą wypadową stało się miasteczko Allinge, oczywiście
bardzo urokliwe, z kolorową, szachulcową zabudową, z towarzystwem niezliczonych
kwiatów, gdzie gigantycznie wysokie malwy wiodły prym. Zauważyliśmy, że to musi
być ich ulubiona roślina kwiatowa, bo spotykamy ją na każdym kroku, począwszy
od Ronne. Kolejnym charakterystycznym elementem tutejszego krajobrazu są
wystające ponad inne budynki kominy wędzarni ryb. W Allinge są dwie z naprawdę
dobrą marką i wszystkie serwują podobne dania rybne zarówno do szybkiej
konsumpcji na miejscu jak i na wynos. Z Allinge wzdłuż wybrzeża ruszyliśmy
spenetrować północny koniuszek wyspy, ze skalistym wybrzeżem, kompletnie nam
Polakom niekojarzącym się z Bałtykiem. Zaliczyliśmy dwie latarnie morskie,
jedna troszkę w głębi lądu ale za to z możliwością wejścia gratis na górę. Stąd
rozciągał się widok zarówno na zachodnie jak i wschodnie wybrzeże oraz ruiny
zamku z wczorajszego dnia. A Bałtyk! - W dwóch kolorach niebieskim i zielonym.
Dawało to fajny efekt kolorystyczny, choć ta zieleń tylko ładnie
wygląda z daleka. Krótki spacer brzegiem morza wzdłuż północnego cypla zawiódł
nas na kamienistą plażę z piramidkami ułożonymi z kamieni – tak, ja tu byłem i
to ułożyłem! Bo nie sądzę, żeby miało to jakiś mistyczny wydźwięk, jak to
kiedyś bywało. Wzięliśmy azymut na położone niedaleko i wciąż użytkowane
kamieniołomy Moselokken. Jak się okazuje świetny trening dla skałkowców.
Wracamy do samochodu, bo już późno a trzeba jeszcze coś zjeść i zdążyć na
spektakl po godz. 19. Zameldowaliśmy się na campingu i spełniając plany, które chodziły nam po głowie cały dzień,
odwiedziliśmy wędzarnię w Hasle, najstarszą na wyspie, żeby zafundować sobie za
199 KOR / osobę jadło z bufetu. W każdej wędzarni, którą napotkaliśmy po drodze
taka opcja występowała, czyli ryby na gorąco w panierce, kotlety, wariacje ze
śledziami – absolutna rewelacja, krewetki, co nas zaszokowało z ikrą, i z takąż
też „ikrą” je wcinaliśmy, łososie, dorsze, sałatki rybne. Wstyd się przyznać
ile razy podchodziliśmy do stołu. Musiał nam się w żołądkach zrobić menisk
wypukły, bo już mieliśmy dosyć, dosyć, dosyć. Miejsce oczywiście cieszyło się
dużym powodzeniem, ludzi od groma, ale obsługa przy barze stawała na wysokości
zadania. Byliśmy w szoku w jakim tempie robili potrawy – wszystko widzieliśmy
jak na dłoni. Maszyna i AI ich nie wyręczy. Mogą spać spokojnie.
No a teraz chwila, na którą czekało się 27 lat. Szymon
przygotował sprzęt uwieczniający, usiedliśmy na skarpie nad plażą, niestety bez
wymaganych akcesoriów aby móc rzucić okiem, ale to, co pojawiło się na zdjęciach
mówi samo za siebie. Morze było niezwykle spokojne ale na ok 2 min przed apogeum
zaćmienia, o 20:04 stało się dynamiczne. Fale gwałtownie zaczęły uderzać o
brzeg i uspokoiły się po ok 4 minutach tak nagle, jak się zerwały. Oczywiście
ciemności nie nastały, tylko taki efekt
dają zdjęcia. Na koniec jeszcze malownicze ujęcie w stylu Impresja, kończyna
dolna Szymona, zachód słońca. Zrobiliśmy jeszcze podejście do obserwacji Perseidów
ok 23:00. Trzy „spadające gwiazdy” udało się zaobserwować ale niestety nie
utrwalić. I w tak kosmicznym nastroju poszliśmy lulu.
Allinge, widok na port
Jedna z najlepszych, rekomendowanych wędzarni na Bornholmie
Kościół w Alllinge, tynkowany na żółto, czego tu nie spotyka się wśród budowli sakralnych
 |
| te znaki zakazu robią furorę swoją oryginalnością |
malwy rosną tak wysoko, że można poczuć kompleks niższości
 |
| Allinge - dziedziniec w kwiatach, zaadoptowane na pomieszczenia do wynajęcia, dawne chaty |
 |
| namiastka opery w Sydney, też miejsce kultury i wypoczynku w Allinge |
 |
| pod latarnią morską, dostępną do zwiedzania gratis |
 |
| Bałtyk jak okiem sięgnąć i charakterystyczne kominy wędzarni ryb |
 |
| ruiny na klifie z innej perspektywy |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz