Dzisiaj nie udało nam się wyruszyć o rozsądnej porze w trasę.
Ale jak mieliśmy się oprzeć kąpieli w kempingowym basenie, z biczami wodnymi i
jacuzzi. No i zeszło prawie do 12, czyli godziny wykwaterowania.
Ruszyliśmy samochodem w kierunku wschodniego wybrzeża i
pierwszą atrakcją był słynny ruchomy kamień Rokkestenen, położony w lesie
gigantyczny głaz polodowcowy, który podobno można wprawić w ruch. Śmiałków było
wielu, bo fama poszła, że on nie należy do tych niewzruszonych. Wokół mnóstwo
akcesoriów pomocniczych, i być może gdzieś ukryta kamera, żeby inni mieli ubaw
z naiwności turystów. Stąd mieliśmy tylko parę kilometrów do wybrzeża, gdzie
zatrzymaliśmy się na parkingu z widokiem na Gudhjem i ruszyliśmy już rowerami
na eksplorację okolicy. Prawie natychmiast, bo tu wszędzie śmiesznie blisko,
dojechaliśmy do głównych atrakcji wschodniej strony, czyli granitowych,
poszarpanych brzegów, z dziwnymi formacjami skalnymi, grotami, zakamarkami.
Wzdłuż wybrzeża wytyczone są świetne ścieżki dla chodziarzy, i gdyby miało się
determinację, jak niektórzy spotkani po drodze, to całą wyspę można przejść nie
odrywając się od morza, wyżej lub niżej ale zawsze w kontakcie wzrokowym z morzem. Niedaleko, mapy wskazują wodospad wśród bukowych lasów.
Niestety trafiamy na wodną pustynię, wśród bukowej puszczy, w scenerii z powalonymi drzewami jak z bajki o
Jasiu i Małgosi płynie tylko malutka struga. Ale oprócz bardziej dzikich tras
są też wydzielone ścieżki edukacyjne dla spacerowiczów, gdzie wiele drzew
posiada swoją tabliczkę znamionową z nazwą i opisem . Na trasie do samochodu,
przy muzeum Sztuki Bornholmu spotykamy poznaną kilka dni wcześniej sympatyczną
rodzinkę z 7-letnią córką. Podróżują rowerami unplugged, co wzbudza nasz
podziw, szczególnie dla małej. I co się okazało, że kilkaset metrów wcześniej
trafiła im się kraksa i Dorotka bardzo się poturbowała. Już z daleka widać było
zakrzepłą krew wokół nosa a z bliska opuchniętą prawą wargę. Mimo odniesionych
obrażeń po kilku godzinach uspokojenia nerwów Dorotka gotowa była ruszyć dalej.
Co za hart ducha! Twardzi ludzie tworzą łatwe czasy, i jeżeli takich Dorotek
będzie więcej, nie zginiemy jako Polacy. Po krótkiej przerwie na posiłek przy
aucie, w końcu docieramy do miasteczka, które podziwialiśmy już wcześniej z
parkingu, gdzie zostawiliśmy auto. Gudhjem! Położne jak w górach. Żeby zjechać
do portu trzeba pokonać niesamowity spad, ale widok z góry jest niezwykły. Tak
jak i samo miasteczko – pełne koloru, galeryjek, kafejek, no i nasze ulubione
wędzarniane klimaty. Tym razem skończyło się tylko na kawie. Czas nas goni a w
planie mamy jeszcze zobaczenie największego na Bornholmie kościółka rotundowego
w Osterlars. Przy zachodzącym słońcu, pedałując w towarzystwie zajęcy i
lokalnego ptactwa dotarliśmy tam w ostatniej chwili. Było warto. Teraz na noc
musimy wrócić w miejsce wcześniej upatrzone, koło „ruchomego” kamienia, gdzie
jest na parkingu domek z toaletą i umywalką, i co najważniejsze z dostępem do
prądu. Będzie więc gdzie naładować rowery i pozostały sprzęt.
 |
|
tzw. Ruchomy głaz, którego nie wzruszają
niczyje wysiłki
|
|
 |
|
jarzębinowe klimaty
|
 |
|
polowanie na muchy
|
 |
|
widok na Gudhjem
|
 |
|
słynne Heligdomsklipperne - Święte Skały, to
jedne z najładniejszych miejsc na Bornholmie
|
 |
|
klify podziwia się z góry ale można również zejść
schodami w dół do poziomu morza
|
 |
|
występujące w skałach szczeliny są penetrowane przez
śmiałków nie mających problemów
z klaustrofobią
|
 |
|
park nowoczesnych rzeźb wokół Muzeum Sztuki
Bornholmu,
|
- znajdź zwierzątko |
 |
|
budulec do takich rzeźb jest dostępny na miejscu - bornholmski granit ma swoją markę
|
 |
|
Kościół w Gudhjem, z granitu
|
 |
|
widok na port w Gudhjem, na pierwszym planie
intrygująca pozostałość drzewa
|
|
 |
|
Gudhjem z góry
|
 |
|
Jak komin, to wiadomo już co
|
 |
|
bufet w każdej Rogeri serwowany jest na łodziach,
potrawy na zimno leżą na skruszonym lodzie
|
śledzie,
kraby itp.
oferta sklepowa |
|
elementy
dekoracyjne, ekspozycja starego sprzętu
|
 |
|
szaraków
o zachodzie był dostatek
|
 |
| obok niekończacych się krzaków jeżyn nie
można było przejechać rowerem obojętnie |
Kościół w Osterlars, największy z rotundowych
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz