Pokonując kilometry do domu, stwierdziliśmy, że tak dobrze
nam idzie, że możemy coś jeszcze zobaczyć. Wybór padł na Chartres, niedaleko od
A10, którą podążaliśmy w stronę Paryża. Chartres pamiętam, o zgrozo, jeszcze
sprzed 40 lat, kiedy zawiózł mnie tam nasz przyjaciel Wojtek, dla Szymona jest to
poznawczy debiut. Oczywiście postaraliśmy się podjechać jak najbliżej głównej
atrakcji i zaparkowaliśmy w strefie jeszcze Starego Miasta, u podnóża Katedry,
w sąsiedztwie rzeki Eure. Szymon w ogóle celuje w odważnej jeździe wąskimi
uliczkami, trudnymi zawijasami średniowiecznych rozwiązań urbanistycznych. Ja,
zamieram ze strachu, a on prze do przodu. Wychodzi z założenia, żeby podjeżdżać
jak najbliżej punktu docelowego, a później dopiero się oddalać w poszukiwaniu
miejsca parkingowego – koncepcja sprawdzała się niejednokrotnie. Naszym celem
jest oczywiście Katedra, do której wspinamy się po wielu schodach, kręcąc
młynki wokół budynków. W końcu widać wieżę, przypory, wchodzimy do środka od
strony jednego z ramion transeptu. Wewnątrz trwają prace konserwatorskie i
renowacyjne ale większość kamiennej konstrukcji już świeci świeżym blaskiem. No
i witraże. To również z ich powodu mówi się, że Katedra w Chartres jest jednym
z największych gotyckich klejnotów na świecie (wpisana na listę UNESCO). Są
niezwykłe kolorystycznie i w ilości przeogromnej. Nie dało się policzyć ale
źródła mówią o 170. Pięknie zachowane, dominuje w nich kobaltowy błękit, który
został wymyślony właśnie przez tutejszych rzemieślników, tzw. „błękit z
Chartres”. Rozety, pionowe witrażowe panele ciągnące się po obu stronach,
cudowny kolorystyczny kalejdoskop emanujący intensywnym światłem, pomimo braku
słońca na zewnątrz. Wspaniale jest przyglądać się detalom przez lornetkę.
A ogrodzenie chóru? Niezwykła kompozycja rzeźbiarska o dł.
100 m i wys. 6m. Praca nad nim trwała 15 lat i uzupełniająco kolejne 200 lat, a
efekt z jakim możemy obcować zapiera dech w piersiach. Nie ma miejsca, które
nie robiłoby piorunującego wrażenia , ołtarz, las kolumn i gotyckie ożebrowania
spięte kolorowymi kwiatowymi zwornikami, rzeźbione w cudownie kunsztowny sposób
wszystkie dookoła portale i akustyka, o której mogliśmy się przekonać w
związku z próbą zespołu kameralnego
śpiewającego psalmy. Parę osób na krzyż a efekt brzmieniowy niezwykły.
Wysłuchać tu pełnoskalowego koncertu, to musi być gratka.
Z żalem, ale jednak trzeba było rozstać się z tym cudem
architektonicznym i ruszyć do przodu. Nie jest to jednak łatwe. Kilka kilometrów dalej, z innej dzielnicy położonej na
wzgórzu ukazała nam się ponownie w pełnej krasie w panoramicznym ujęciu. Zanim jednak Szymon skierował obiektyw aparatu w stronę Katedry pstryknął zdjęcie wtyka amerykańskiego na szyszce. Jest to gatunek inwazyjny, żerujący właśnie na drzewach iglastych, który w Europie rozprzestrzenił się na początki XXI w. Czyżby odpowiednik stonki ziemniaczanej zrzuconej przez kapitalistyczne
USA, żeby zrujnować gospodarkę PRL w
latach 50-tych? Na koniec trafiliśmy do dzielnicy mieszkalnej słynnej z
iluzjonistycznych murali – zdjęcia mówią same za siebie. Też byśmy chcieli tak
mieszkać. Była jeszcze jedna atrakcja - Dom Picassiette. To prywatna posesja
pokryta mozaiką porcelanową ze zbitych filiżanek i talerzy, które autor, Raymond
Picassiette wyszukiwał na wysypiskach śmieci. Dom powstawał, może nie aż tyle
co katedra, ale od końca lat 30-tych do 60-tych XX w. z przerwą w okresie II WŚ.
Może odwiedzimy to miejsce następnym razem. Czasu trochę brakowało a cena pojedynczego
biletu 12€
zniechęciła nas do wejścia. Ruszamy więc w stronę autostrady. Przed nami
jeszcze półtora dnia podróży do Szczecina – wszystko idzie zgodnie z planem.
 |
| klimatyczna zabudowa nad rzeką Eure |
 |
| słynny niebieski kolor dominuje |
 |
| ołtarz |
 |
| 40 wypełnionych scenami religijnymi nisz, okalających chór |
 |
| każdy witraż miał swoich fundatorów, których wizerunki są uwzględniane w dolnych partiach |
 |
| historia witraży sięga XII i XIII w. - aż trudno uwierzyć, że oparły się wszystkim zawirowaniom dziejowym |
 |
| najlepszy sposób na oglądanie witraży |
 |
| pełny widok zaburza jedynie rusztowanie z prawej, ale akceptujemy, w imię wyższych celów |
 |
| widok z placu przed katedrą |
 |
| prawa wieża, starsza, w stylu romańskim z elementami gotyckimi; lewa - to gotyk płomienisty |
 |
| portale strony południowej |
 |
| Portal południowy - tympanon |
 |
| wtyk amerykański |
 |
| z odległej perspektywy |
 |
| bloki mieszkalne w artystycznej formie |
 |
| każdy jest kunsztowny |
 |
| temat jakby zaczerpnięty z Bruegela "Kraina pieczonych gołąbków" |
 |
| a garaże to zwierzęcy raj - kurniki i obora |
 |
| tutaj to dopiero się dzieje |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz