sobota, 2 sierpnia 2025

2 sierpnia, sobota – Powrót, Chartres

Pokonując kilometry do domu, stwierdziliśmy, że tak dobrze nam idzie, że możemy coś jeszcze zobaczyć. Wybór padł na Chartres, niedaleko od A10, którą podążaliśmy w stronę Paryża. Chartres pamiętam, o zgrozo, jeszcze sprzed 40 lat, kiedy zawiózł mnie tam nasz przyjaciel Wojtek, dla Szymona jest to poznawczy debiut. Oczywiście postaraliśmy się podjechać jak najbliżej głównej atrakcji i zaparkowaliśmy w strefie jeszcze Starego Miasta, u podnóża Katedry, w sąsiedztwie rzeki Eure. Szymon w ogóle celuje w odważnej jeździe wąskimi uliczkami, trudnymi zawijasami średniowiecznych rozwiązań urbanistycznych. Ja, zamieram ze strachu, a on prze do przodu. Wychodzi z założenia, żeby podjeżdżać jak najbliżej punktu docelowego, a później dopiero się oddalać w poszukiwaniu miejsca parkingowego – koncepcja sprawdzała się niejednokrotnie. Naszym celem jest oczywiście Katedra, do której wspinamy się po wielu schodach, kręcąc młynki wokół budynków. W końcu widać wieżę, przypory, wchodzimy do środka od strony jednego z ramion transeptu. Wewnątrz trwają prace konserwatorskie i renowacyjne ale większość kamiennej konstrukcji już świeci świeżym blaskiem. No i witraże. To również z ich powodu mówi się, że Katedra w Chartres jest jednym z największych gotyckich klejnotów na świecie (wpisana na listę UNESCO). Są niezwykłe kolorystycznie i w ilości przeogromnej. Nie dało się policzyć ale źródła mówią o 170. Pięknie zachowane, dominuje w nich kobaltowy błękit, który został wymyślony właśnie przez tutejszych rzemieślników, tzw. „błękit z Chartres”. Rozety, pionowe witrażowe panele ciągnące się po obu stronach, cudowny kolorystyczny kalejdoskop emanujący intensywnym światłem, pomimo braku słońca na zewnątrz. Wspaniale jest przyglądać się detalom przez lornetkę.

A ogrodzenie chóru? Niezwykła kompozycja rzeźbiarska o dł. 100 m i wys. 6m. Praca nad nim trwała 15 lat i uzupełniająco kolejne 200 lat, a efekt z jakim możemy obcować zapiera dech w piersiach. Nie ma miejsca, które nie robiłoby piorunującego wrażenia , ołtarz, las kolumn i gotyckie ożebrowania spięte kolorowymi kwiatowymi zwornikami, rzeźbione w cudownie kunsztowny sposób wszystkie dookoła portale i akustyka, o której mogliśmy się przekonać w związku  z próbą zespołu kameralnego śpiewającego psalmy. Parę osób na krzyż a efekt brzmieniowy niezwykły. Wysłuchać tu pełnoskalowego koncertu, to musi być gratka.

Z żalem, ale jednak trzeba było rozstać się z tym cudem architektonicznym i ruszyć do przodu. Nie jest to jednak łatwe. Kilka kilometrów dalej, z innej dzielnicy położonej na wzgórzu ukazała nam się ponownie w pełnej krasie w panoramicznym ujęciu. Zanim jednak Szymon skierował obiektyw aparatu w stronę Katedry pstryknął zdjęcie wtyka amerykańskiego na szyszce. Jest to gatunek inwazyjny, żerujący właśnie na drzewach iglastych, który w Europie rozprzestrzenił się na początki XXI w. Czyżby odpowiednik stonki ziemniaczanej zrzuconej przez kapitalistyczne USA, żeby zrujnować gospodarkę PRL  w latach 50-tych? Na koniec trafiliśmy do dzielnicy mieszkalnej słynnej z iluzjonistycznych murali – zdjęcia mówią same za siebie. Też byśmy chcieli tak mieszkać. Była jeszcze jedna atrakcja - Dom Picassiette. To prywatna posesja pokryta mozaiką porcelanową ze zbitych filiżanek i talerzy, które autor, Raymond Picassiette wyszukiwał na wysypiskach śmieci. Dom powstawał, może nie aż tyle co katedra, ale od końca lat 30-tych do 60-tych XX w. z przerwą w okresie II WŚ. Może odwiedzimy to miejsce następnym razem. Czasu trochę brakowało a cena pojedynczego biletu 12 zniechęciła nas do wejścia. Ruszamy więc w stronę autostrady. Przed nami jeszcze półtora dnia podróży do Szczecina – wszystko idzie zgodnie z planem.

 

klimatyczna zabudowa nad rzeką Eure

 słynny niebieski kolor dominuje

ołtarz

40 wypełnionych scenami religijnymi nisz, okalających chór

każdy witraż miał swoich fundatorów, których wizerunki są  uwzględniane w dolnych partiach

 historia witraży sięga XII i XIII w. - aż trudno uwierzyć, że oparły się wszystkim zawirowaniom dziejowym

najlepszy sposób na oglądanie witraży

pełny widok zaburza jedynie rusztowanie z prawej, ale akceptujemy, w imię wyższych celów

widok z placu przed katedrą

prawa wieża, starsza, w stylu romańskim z elementami gotyckimi; lewa - to gotyk płomienisty
 
portale strony południowej

Portal południowy - tympanon

wtyk amerykański

z odległej perspektywy

bloki mieszkalne w artystycznej formie

każdy jest kunsztowny

temat jakby zaczerpnięty z Bruegela "Kraina pieczonych gołąbków"

a garaże to zwierzęcy raj - kurniki i obora

tutaj to dopiero się dzieje