poniedziałek, 10 listopada 2025

10 listopada, poniedziałek - Pierwsze podejście do lotu balonem, Strefa archeologiczna Teotihuacan, Bazylika Matki Boskiej z Guadelupe, Katedra Metropolitalna

Wstajemy tuż po 4.00, bo jedziemy na loty balonowe o wschodzie słońca, nad strefą archeologiczną TEOTIHUACAN. Na miejscu podpisujemy dokumenty z których wynika, że lecimy na własną odpowiedzialność. Nieźle się zaczyna. Jest ciasteczko, kawa. Czekamy już ponad godzinę, wychodząc co chwilę na zewnątrz aby poruszać się w rytm głośnej muzyki. Widzimy pompowane balony sąsiednich kompanii. Kilka odlatuje a nam zakomunikowano, że zbyt silny wiatr stwarza zbyt duże ryzyko. Może maczał w tym palce pech piątej grupy, która towarzyszyła nam w tej atrakcji. Powiedzieliśmy sobie – nigdy więcej wspólnych wyjazdów. Więcej! Jutro robimy kolejne podejście ale nie ma mowy, żeby odbyło się to z udziałem owych słynnych już pechowców. Po niepowodzeniu z balonami ruszyliśmy na zwiedzanie z przewodnikiem Teotihuacanu. Miejsce robi ogromne wrażenie. Piramidy Słońca i Księżyca, resztki kamiennych budowli i 5-cio kilometrowa droga. Jak via Apia, ciągnąca się przez starożytny Rzym, tak i obecna była osią tego porzuconego miasta. Aztekowie nazwali ją Drogą Śmierci, bo wykorzystali porzucone, z niewiadomych powodów miasto, jako miejsce pochówku dla swoich zmarłych. Na jednym z końców Via de Muertos wspinamy się na pierwszy poziom Piramidy Słońca. Pionowe niemalże schody zaprowadziły nas na poziom z którego rozpościera piękny widok na cały teren. Wejście było w miarę łatwe ale zejście już niektórym sprawia trudność i robili to tyłem z pomocą rąk. Postanowiliśmy odłączyć się od grupy i przejść całą Aleję Zmarłych do wyjścia po przeciwnej stronie. Przed nami około 3 km spaceru. Po półtorej godzinie spotykamy się z grupą i wracamy do miasta do jego północnej części, gdzie znajduje się Bazylika Matki Boskiej z Guadelupe. Miejsce pielgrzymek wiernych, których rocznie przybywa tu około 12 milionów. Stara bazylika zaczęła się niebezpiecznie pochylać i dlatego w 1976 roku oddano nową, która może pomieścić 50 tysięcy wiernych. Wspinamy się na wzgórze Tepeyac skąd rozpościera się widok na cały kompleks i odległą część miasta. Wracamy w pobliże centrum i kolejny raz idziemy na plac Zocalo. Zaglądamy do Katedry Metropolitalnej. Podglądamy, Gosia za pomocą lornetki a ja długiego obiektywu szczegóły, których nie sposób dostrzec okiem nieuzbrojonym, a jest tego ogrom. W powrotnej drodze wchodzimy do budynku poczty a nieopodal napotykamy strajkujących, którzy blokują jedną z głównych ulic centrum. W hotelu umordowani jesteśmy po 21:00.













 




















































































 















































































 

niedziela, 9 listopada 2025

9 listopada, niedziela - Casa Azul, Xochimilco

Dzień rozpoczynamy śniadaniem tam, gdzie zajrzeliśmy wracając w nocy z musicalu Malinche. Ponownie zaserwowaliśmy sobie churros, które Gosia popiła kawą a ja kakao. Ani w nocy, ani teraz rano nie ma kolejki, która w ciągu dnia jest ogromna. To z pewnością najlepsze churros w całym mieście o ile nie Meksyku.  zwiedzanie zaczynamy od dzielnicy Coyoacan. Tam mieszkała Frida Kahlo za młodu, a później z Diego de Riverą. Casa Azul to obecnie muzeum jej poświęcone, z przedmiotami codziennego użytku, urną z jej prochami na biurku i artefaktami z prekolumbijskiej historii Meksyku. Oboje z Diego byli kolekcjonerami sztuki z tego okresu. Przechodziliśmy przez poszczególne pomieszczenia – kuchnię, pokoje, sypialnie. Oglądaliśmy zdjęcia, pamiętniki, oryginalne prace – choć tych jak na lekarstwo. Ale w tych murach pozostał ostatni wykonany przed śmiercią obraz Fridy „ Viva la vida” – martwa natura z arbuzami. Środek posesji zajmuje piękny ogród, doprawdy można pozazdrościć lokalizacji. Potem pospacerowaliśmy po okolicznych uliczkach. Trafiliśmy na dwa murale z Fridą i artystyczny market pod chmurką. Swoim charakterem wpisywał się w aurę tej dzielnicy, naznaczonej osobowościami Fridy i Diego.

Następnie taksówkami udajemy się do Xochimilco, żeby popływać łódkami po kanałach wokół sztucznych, uprawnych wysepek, założonych jeszcze przez Azteków na jeziorze, na którym powstało Tenochtitlan. Tłok był niepomierny, bo niedziela, a miejscowi korzystają z owych łódek, żeby robić sobie na nich rodzinne pikniki. Na każdej z nich jest długi stół i wokół krzesła, czyli warunki do biesiady idealne. Szkoda tylko, że panuje ogólny harmider i ciężko jest przebijać się jednostkom w takim tłoku. Nie ma w tym nic z weneckiej romantyki, choć potencjalnie miałoby szanse. Wracamy do hotelu kombinacją autobusu i metra, które dowozi nas do Placu Zokalo.